Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu artykuły

Straszenie po łódzku

 

O Łodzi mówi się przeważnie w kontekście dużych fabryk, dymiących kominów i secesyjnych kamienic. Jeśli nacisk położymy na współczesne oblicze miasta, za jego wizytówkę uchodzi ulica Piotrkowska z jej pięknie iluminowaną zabudową i tętniącymi życiem pubami. O Łodzi często słychać również w mediach; niestety wielokrotnie z uwagi na niechlubne wydarzenia mające miejsce w "polskim Manchesterze". Mało jednak osób wie, co dzieje się po zmroku na ulicach miasta. Okazuje się bowiem, że w nocy odzyskują one swoje historyczne oblicze. i to nie tylko ze względu na zanikający ruch samochodowy i tajemniczo ciemne zaułki podwórzy.

Nie ma w Łodzi co prawda ruin średniowiecznych zamków, ale są ceglane mury z epoki industrialnej. Nie ma pieczary z ziejącym ogniem smokiem, ale są ciche, lecz również mrożące krew w żyłach duchy dawnych mieszkańców miasta. To właśnie te zjawy są "żywym" świadectwem minionych okresów. W syntetycznej formie opisane są one w artykule zamieszczonym w "Ekspress Ilustrowany".

I tak też możemy dowiedzieć się z powyższego artykułu o wysokiej kobiecie z ogoloną głową, która w towarzystwie czarnego psa, spaceruje często na "bałuckiej granicy", między placem Kościelnym, a Bałuckim Rynkiem. To duch Zośki Straszybotki. Była to czarownica, która w lipcu 1652 r. zmarła podczas tortur - rozciągania podczas procesu o czary.

Inną łódzką zjawą jest duch Jurka, chłopa z Łagiewnik. Stanął on w obronie swojego pana - Misowicza, którego inni chłopi chcieli zabić z podpuszczenia pani Stępowskiej. Widmo z rozbitą głową spotkać można na drodze biegnącej przez wieś.

Jednym z ważniejszych spośród łódzkich demonów był duch podsędka łęczyckiego Jerzego Bełdowskiego. Jemu to zawdzięczamy kapliczkę św. Antoniego. Bełdowski był panem wsi w Łagiewnikach. Kazał on na śmierć kijami obić chłopa, który ukradł karpia z pańskiego stawu.

Wiele legend związanych jest także z klasztorem ojców Franciszkanów w Łagiewnikach. Liczne egzorcyzmy tam odprawiane sprawiły, że okoliczne lasy aż roją się od czartów i duchów topionych czarownic. Pobliskie wąwozy i stawy to wymarzona siedziba dla tak podłego elementu. Stąd też wynika surowy zakaz wieczornych spacerów po wspomnianych terenach.

Ale żeby spotkać ducha, nie trzeba wcale jechać aż do podmiejskich lasów. Raz do roku, na świętego Jana o świcie można na skrzyżowaniu ulic Rzgowskiej i Kolumny zobaczyć taki obrazek: pod figurą Chrystusa siedzi mały chłopiec i zalewa się łzami. Podjeżdża bryczka. Wysiada z niej małżeństwo szlacheckie, zabierają chłopca do powozu i odjeżdżają.
Nieprzychylne duchy przybierają czasem niewinne postaci. Taką zjawę o kobiecych kształtach i długich, rozwianych, złotych włosach można od ponad dziesięciu stuleci spotkać na ulicach Retkini. Jest to duch córki władcy jednego z plemion Północy, która zachorowała podczas polowania na jelenia. Po śmierci mści się na mieszkańcach niegościnnego kraju.

Na koniec warto zaznaczyć, że o Łodzi nie zapominają również twórcy jej przemysłowego oblicza. Mężczyzna ubrany na czarno, w cylindrze i fraku, z dwoma czarnymi, wielkimi psami przechadza się często po parkowych uliczkach przylegających do jego dawnego pałacu. O kim mowa, nie trudno zgadnąć. Duch jednego z najbogatszych łódzkich fabrykantów, twórcy potęgi włókienniczej, jaką była niegdyś Łódź, odwiedza od czasu do czasu Park Źródliska. Przygląda się zmianom, jakie od tego czasu zaszły w jego posiadłości. Pocieszające jest w tym fakt, że tacy ludzie jak Karol Scheibler wciąż dbają o wizerunek miasta. Patrzą na to, jak po latach upadku, kiedy zdawało się, ze mieszkańcy zapomnieli o wspaniałych chwilach rozkwitu, teraz ponownie miasto się odradza, choć w nieco innej, dopasowanej do wymogów teraźniejszości formie.

 


tekst autorstwa: Łukasza Krawczyka

w oparciu o artykuł zamieszczony w portalu Onet

Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.