Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu: sekcja regionalna SKNH

Lidia Jurek

Łódzka Kiszka

Artykuły regionalne opublikowane w kolejnych numerach Kuriera Instytutu Historii (KIH-a)

Widok fabryki Izraela Poznańskiego na pocz. XX w.

Wstęp

Łódź - rodzaj statku, napędzanego siłą ludzkich mięśni lub zdobyczami intelektu i wyobraźni człowieka. Poznaj historię miasta, w którym studiujesz i być może mieszkasz. Poznaj topografię, specyfikę i wyjątkowość fragmentu na mapie Polski, Europy i świata, na który rzucił cię los. Łódź to nie San Francisco, Montevideo ani tropikalna wyspa na Pacyfiku (tam właśnie chciałbyś teraz być ?). Tymczasem czytasz te słowa, więc jesteś tu. Wyjdź naprzeciw determinizmowi, czytaj o mieście i dojrzyj do jedynie słusznej decyzji: "tak, tu chcę spędzić resztę swojego życia". Rubryka "Łódzka Kiszka" będzie poświęcona wiadomościom o Łodzi i regionie. Chcesz się podzielić swoimi informacjami: lidzia_hawke@wp.pl. Lidia Jurek

Łódzka Praga

Dawno temu teren, który wielu z nas przebiega każdego dnia w drodze na uczelnię zwał się Pragą. Nazwa ta, choć kojarzy nam się raczej z Pragą czeską czy warszawską, oznacza wszędzie miejsce, gdzie wypalono lasy (=> prażenie). Dzielnica ta obejmowała teren na wschód od Dworca Fabrycznego sięgając do ulicy Zagajnikowej (dziś Kopcińskiego) i wchodziła w skład lasów rządowych. Częścią linii granicznej, która dzieliła wtedy miasto od lasu rządowego była ulica Uniwersytecka (dawniej Trębacka). Władze utworzyły tu Nową Dzielnicę w 1840 roku, wycinając las. Jednak stała się ona atrakcyjna dopiero po roku 1866 (gdy wybudowano linię kolejową Koluszki-Łódź). Powstała tu wtedy m.in. - zbudowana przez zagraniczne konsorcjum - gazownia. Ale Praga została też zasiedlona przez wielu robotników, a że również ludzi za świata przestępczego, nie cieszyła się zbyt dobrą opinią. Północna część Pragi miała do lat 90. XIX wieku sielski wygląd. Znajdowały się tu dwa stawy, pomiędzy którymi przebiegała droga stanowiąca przedłużenie ulicy Dzielnej (dziś Narutowicza). Nad stawami rosły piękne wierzby, stąd jedna z ulic nosi do dziś nazwę Wierzbowej.
Na miejscu jednego z zasypanych stawów w 1910 roku postawiono gmach szkoły Zgromadzenia Kupców (dziś Instytut Chemii UŁ i siedziba Senatu UŁ). Gdy powstała tu zajezdnia tramwajowa, dogodna komunikacja sprawiła, że zaczęli osiedlać się tu ludzie zamożni. Dla ich wygody władze miejskie założyły w 1901 roku ogród publiczny - dobrze znany nam wszystkim park Staszica. Co ciekawe, obydwie Pragi - zamożniejszą i biedną - rozgraniczał nasyp kolejowy. Ponieważ nie było przez niego żadnego przejazdu, piesi przechodzili na drugą stronę korzystając m.in. z przepustu na ścieki (na styku z ulicą Tramwajową), w postaci niskiego, wąskiego i nieoświetlonego tunelu, którego środkiem płynęła cuchnąca ciecz...

Łódź w Cyberprzestrzeni

Miało być tym razem o współczesności, a co jest bardziej współczesne naszym czasom niż Internet. Odkąd stał się on w połowie lat 90. kolejnym środkiem masowego przekazu, entuzjaści przypisują mu wielkie zadania. Rzeczywiście, spełnia on obecnie część od dawna pokładanych w nim nadziei. Bowiem jego potencjał wiąże się często z działalnością niewielkich zbiorowości, budujących wewnętrzne więzi na wciąż rozszerzającą się skalę. Dotyczy to na pewno społeczności lokalnych, które w Internecie mogą zamieszczać witryny informujące o ich wewnętrznych strukturach. osiągnięciach, o zamieszkiwanym przez nie regionie. Zwykle mają się one czym pochwalić, dlatego bywa, że stron o wielu miejscowościach jest bardzo dużo. Tak właśnie wygląda przypadek Łodzi. Na licznych stronach poświęconych miastu poznamy je jako prężny ośrodek akademicki, centrum biznesowe, ale najczęściej wspominane są jego walory turystyczne. Tak, tak, Łódź takowe posiada (to do jeszcze nie przekonanych). Zatem zamieszczam kilka użytecznych adresów dla wszystkich, którzy chcieliby się Łodzi przyjrzeć bliżej za pomocą tego właśnie medium.

Linki do interesujących stron o tematyce łódzkiej.

Porozmawiajmy po łó(lu)dzku

Jak się niedawno dowiedziałam okręg łódzki może uchodzić za reprezentatywny jeśli chodzi o kanon języka polskiego, jakim posługują się jego mieszkańcy. Wyróżnia się na tle pozostałych regionów poprawnością i małym stopniem niezrozumiałości przez mieszkańców innych terenów Polski. Uchodzi za wzór języka literackiego. Wynika to oczywiście z tego, że Łódź leży po środku wpływów gwarowych, zatem język okolic czerpie z wielu gwar po trochu i tworzy ich pewnego rodzaju syntezę. To dobra wiadomość, gdyż zawsze bardzo miło jest być wzorem. Jednak wszyscy dobrze wiemy (a może nie zdajemy sobie sprawy), że istnieją takie słowa, które są charakterystyczne tylko dla środowiska łódzkiego i które przysparzają trudności przyjezdnym. Kilka z nich związanych jest z gastronomią, inne zaś z tramwajami. A to dlatego, że Łódź bardzo wcześnie (wcześniej niż Warszawa nawet) zapoznała się z tym osiągnięciem techniki. Wymagało to stworzenia odpowiedniego obsługującego tę nową dziedzinę słownictwa. I tak powstały nieznane gdzie indziej: krańcówka (oznaczenie pętli tramwajowej, bardzo zresztą logiczne) czy migawka (czyli dla reszty Polaków bilet okresowy lub miesięczny, u nas się nim miga kontrolerowi po prostu, gdyż nikt nie ma czasu na zbędne przedłużanie procedury sprawdzania biletu, jesteśmy wszakże zapracowanymi ludźmi sukcesu i dlatego jeździmy tramwajami).
Innym naszym słowem jest angielka na oznaczenie bułki wrocławskiej. Czym jest bułka wrocławska? Nic nam to nie mówi... Albo po co przedłużać prosząc o papierową torebkę skoro można poprosić o tytkę - tak, zgadzam się, słowo nie poraża nas wzniosłymi wrażeniami estetycznymi, ale zawsze oszczędza czas. Poniżej słownik łódzko-polski, opracowany przez czytelników Gazety Łódzkiej.

PRAWDZIWE ŁODZIANIZMY :

1. angielka - bułka paryska
2. betka, betki - małe grzyby (od bedłki)
3. brzuszek - surowy boczek
4. czarne - krwiste, rodzaj kiełbasy
5. cztujda - gęsta zupa
6. drach - latawiec
7. drygle - zimne nóżki
8. dudy - płucka i pochodne
9. klapitka - rodzaj kamienicy od nazwiska Klapita, właściciela
10. krańcówka - pętla tramwajowa
11. lebera - wątrobianka
12. leberka - pasztetowa
13. migawka - bilet miesięczny MPK
14. siajowy - bardzo złej jakości od nazwiska producenta tkanin Szai
15. towar - w znaczeniu "tkanina"

 

O stereotypie, inteligencji i robotnikach słów dosłownie kilka

Mechanizmy rządzące tak wielokształtną ludzką społecznością, jaka występowała w Łodzi, musiały być bardzo złożone. Dlatego w życiu codziennym ulegały, jak to zwykle, symplifikacji. Staje się to źródłem skrótów myślowych, swoistych odsyłaczy do świadomości, które zwane są stereotypami. Pozwalają nam one funkcjonować w miarę sprawnie pośród wieloskładnikowej rzeczywistości. Zdaniem twórcy pojęcia, Waltera Lippmanna, podstawową funkcją stereotypu jest ekonomizacja wysiłku poznawczego, a co za tym idzie postrzeganie cząstkowe, jednostkowe i, przede wszystkim, schematyczne. Moment jego narodzin jest trudno uchwytny, nietrudna jednak jest konstatacja, że pojawia się on w każdej niejednorodnej zbiorowości. Co ciekawe, wydaje mi się, że nie wymykają się mu nawet ci, którzy nie mogą być posądzeni o oszczędzanie wcześniej wspomnianego wysiłku poznawczego. Ci, którzy myśleniem zajmują się niejako zawodowo. Mam oczywiście na myśli intelektualistów. Tak długo jak nie uświadamiają sobie oni narzuconych im z góry wytworów kulturowych, nie będą próbowali stawić im czoła. Tak długo jak nie przyjrzą się wnikliwie konkretnemu przykładowi ,,obcego", pozostanie on nim dla nich. Wreszcie tak długo jak jedynym wyznacznikiem odrębności tworzącym ich samoświadomość będzie dla nich przeciwstawienie "mojego" - "cudzemu", racjonalizacja emocjonalnego podejścia nie będzie dana nawet im.
Inteligencja łódzka z trudem musiałaby unikać wyzwania, jakim było określenie się wobec miasta robotniczego. Drugim takim punktem była wielonarodowość Łodzi. Ciekawym połączeniem tych dwóch są opinie o robotnikach, wywodzących się z różnych grup narodowych. Choć nie wiadomo, na ile to kwestia ulegania stereotypom, a na ile wynik obserwacji jednego z autorów, spotykamy np. informację, iż w porównaniu z Polakami, robotnicy niemieccy starali się zachowywać bardziej rubasznie i czasem dość arogancko w miejscach publicznych. Tutaj mamy już do czynienia z kategorią podwójnej obcości - społecznej i narodowej. Sam temat obcości nabiera szczególnych właściwości w kontekście zjawiska emigracji ekonomicznej, przemieszczeń, gdy rodzą się różne lęki i poczucie zagrożenia. W przypadku Łodzi przełomu XIX i XX wieku w znacznej liczbie mamy właśnie imigrantów. Byli nimi i robotnicy, przybyli ze wsi i inteligencja, przybyła z różnych zakątków, często Warszawy, Lwowa, okolic Kielecczyzny i Radomia. Każdy z nich był w jakimś sensie poszukiwaczem szczęścia (materialnego bądź uznania) w nowej ziemi, która stwarzała do tego warunki. W ten sposób znajdowali się oni w tym znanym łódzkim tyglu, miejscu nowym lub do tego czasu, bez precedensu, w którym musieli się jakoś samookreślić, często poprzez analogię lub jej brak do innych grup. Tak powstawały podziały na swoich i obcych. Inteligencja i robotnicy musieli i tworzyli wobec siebie odrębne społeczności, ale nie antagonistyczne czy wrogie. Choć brakowało dialogu wprost, były podejmowane próby porozumienia i kontaktu. Szczególne zadania przypisywane były teatrowi. Kolejni dyrektorzy scen łódzkich mimo zniechęcającego widma bankructwa, podejmowali usilne próby wyjścia naprzeciw robotnikom. Mogło to wynikać chociażby z przypuszczeń o łatwiejszym odbiorze tej sztuki niż plastycznej, literackiej czy muzycznej. Sądzę, że najważniejszy aspekt wzajemnego stosunku inteligentów i robotników do siebie przebiegał właśnie na linii opieki kulturalnej, oświatowej i społecznej tych pierwszych nad drugimi. Na ile była ona efektywna, to już odrębny temat.

 

To ignore znaczy łódzki problem miedzynarodowo - towarzyski

Po wakacjach wraca "Łódzka Kiszka". Tytuł tej serii krótkich artykułów doskonale dopasowuje się do tematu tego, nieco lżejszego, wydania. Autorka spędziła kilka miesięcy na innym kontynencie i natknęła się na interesujący i dokuczliwy jednocześnie problem. Dotyczy on właśnie naszego miasta, a ściślej jego pięknej, możliwej do interpretacji w sposób metaforyczny, nazwy. Rozmowy z obcokrajowcami są na ogól bardzo pouczające i najczęściej również przyjemne. W ich rozwoju musi wreszcie paść pytanie Where are you from? Di dove sei? De donde stas?, czy jakkolwiek. Grymas na twarzy odpowiadającego Ip.dzianina może skonfundować pytającego, a przecież obaj mają świadomość, że nie jest to trudne pytanie. Z czego cały problem wynika?

 

Z pychy, rzecz jasna, najtrudniejsze sytuacje z reguły rodzą się z pychy.

 

Łodzianin ma poczucie, że jego miasto warte jest tego, by je choć trochę znać, chociażby z nazwy. Przecież to miasto - fenomen XIX wieku, miasto czerwonej cegły i małych szybek \v oknach, miasto łódzkiej szkoły filmowej, z tak wieloma przesławnymi jej absolwentami. miasto niegdysiejszych sukcesów Widzewa i ŁKS-u, miasto w centrum kraju, będącego w geograficznym centrum Europy, będącej w geograficznym centrum mapy świata, wydawałoby się...

Tymczasem, Jak by tu zacząć:
- Where're you from ?
- I'm from Łódź, Uć, czy może Lodz

I wtedy najczęściej mówi się Łódź, chwila oczekiwania na reakcję, nic... To może Lodz, nic..., niestety nikt nie słyszał o naszym wyjątkowym mieście, o naszym centrum wszechświata i oprócz nic tylko zastanowienie na twarzy słuchającego w stylu - "no to w końcu ona mieszka w Uć czy Lodz, czy może w Uć-Lodz? A może nie jest pewna, hmm..." Nasza wiarygodność maleje. A jak zapisać nazwę, która na 4 litery ma aż 3 nierozpoznawalne przez obcokrajowców?

Nie ma dobrego wyjścia. Jedna rada - nie spodziewajmy się po obcokrajowcach niepolskiego pochodzenia znajomości miast polskich, skoro przytrafić się może nawet taka rozmowa na wysepce w Michigan:

Ja - Well, I'm from Poland.
Pracownik firmy komputerowej - Oh, and how far is it from Mackinac Island ?
Ja - It's in... Europe.


Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.