Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu artykuły

Spacer do Łodzi ginącej...

 

Łódzkie Stare Śródmieście opiera się w swojej zachodniej części o jedną z ciekawszych architektonicznie łódzkich ulic - Gdańską. Ulica Gdańska biegnie w kierunku południowym od ulicy Ogrodowej do Alei Mickiewicza. Ma około dwa i pół kilometra długości. Ulica ta zabudowana jest w sposób nieregularny. Można powiedzieć, że na odcinku od Ogrodowej do Zielonej zabudowa jest zwarta tzn. pierzeje tworzą ciągi zabudowy. Za Zieloną zabudowa nie jest już tak zwarta, możemy zauważyć liczne działki niezabudowane lub kiedyś zabudowane lecz stojące na nich budynki nie dotrwały do dzisiaj.

Należy zwrócić uwagę, że Gdańska jest ulicą ginącą. Architektura Gdańskiej przemija bowiem z każdym upływającym dniem. Piękne niegdyś kamienice i pałace obecnie straszą zdewastowanymi fasadami i podwórkami. Nie zmienią tego stanu rzeczy odrestaurowane czy też niezniszczone jeszcze wyjątki architektoniczne, które, bez przesady, możemy policzyć na palcach jednej ręki. Gdańska jest bowiem ulicą, która ostatkiem sił woła jeszcze o ratunek. Pytanie tylko czy właściwe osoby słyszą to wołanie i co mogą zrobić, by to co jeszcze istnieje pozostało i cieszyło oczy przyszłych pokoleń.

Zacznijmy jednak od początku, tzn. od końca, bo mój krótki spacer ulicą Gdańską zacznę od strony Alei Mickiewicza.

Nasz marsz rozpoczynamy całkiem przyjemnie. Wchodząc w Gdańską naszym oczom ukazuje się gmach starej, ceglanej fabryki, której wnętrza zostały zaadoptowane na cele biurowe przez jedną z łódzkich firm (nr 132). Fasada fabrycznego gmachu nawiązująca w swych kształtach do gotyku może cieszyć oko. Jest to właśnie jeden z tych nielicznych przykładów perełek ulicy Gdańskiej. Podążamy dalej, mijając po lewej stronie zniszczone budynki fabryczne, po prawej zaś pas zieleni, który doprowadziłby nas do ulicy Wólczańskiej. Za pasażem, pod nr 123 możemy oglądać kamieniczkę o skromnej fasadzie i boniowanym parterze. Jest to pierwszy z domów, który prosi o remont. Naprzeciw pod nr 118 odnajdziemy niewielką willę, w kształtach okien nawiązującą jak myślę do secesji. Główne wejście znajduje się w bocznej fasadzie, pod wspartym na trzech kolumnach balkonem. Idąc dalej, mijamy skrzyżowanie z ulicą Zamenhofa. Po parzystej stronie ulicy widzimy ciąg kamieniczek, które dochodzą już do skrzyżowania z ulicą Mikołaja Kopernika. Są tutaj cztery kamieniczki, które ze względu na swój niewielki rozmiar stanowią o malowniczości tego niewielkiego fragmentu ulicy (nr 110-114).

Pierwsza z tych niewielkich kamieniczek posiada boniowanie parteru i jak można się niestety tylko domyślać posiadała kiedyś skromne zdobienia fasady. Dzisiaj dostrzec można jedynie gzymsy oraz jakby tralki pod oknami pierwszego piętra. Kolejny dom posiada gładką fasadą zdobioną jedynie masywnym balkonem. Parter posiada płytkie boniowanie. W niektórych oknach zachowały się wielodzielne szyby. Najładniejszy w budynku jest jednak stromy dach mansardowy, czy też, jak kto woli, ozdobiony facjatami. Najładniej jednak z czterech oglądanych kamieniczek prezentuje się ta pod nr 112. Jest to dwupiętrowy dom w stylu jak myślę nawiązującym do klasycyzmu. W parterze łukowato zakończona brama przejazdowa. Lewe okno posiada kształt i rozmiar bramy, natomiast centralnie usytuowane jest wejście zwieńczone jakby małym portalem. Parter jest delikatnie boniowany. Fasadę pierwszego i drugiego piętra przecinają cztery pilastry, pomiędzy środkowymi oknami pięter znajduje się ozdoba kształtem przypominająca medalion. W stromym dachu znajduje się jakby potężna mansarda z dwoma oknami, zwieńczona trójkątnym naczółkiem, ozdobionym medalionem. Muszę przyznać, że jest to jeden z kilku domów przy Gdańskiej, który urzekł mnie swoją skromnością i pięknem. Także i on potrzebuje restauracji i troski. Za moją "klasycystyczną perełką" znajduje się dwupiętrowa, eklektyczna, bardzo zniszczona kamieniczka, która przyklejona jest do "narożnego giganta". W ten sposób dotarliśmy do ulicy Kopernika. W prawo krótkie spojrzenie na perspektywę Kopernika z secesyjną Willą Weavera z 1900r. i ogromną, gotycką fabryką po lewej z 1882r.

Po przeciwnej stronie znajduje się narożny, piętrowy budynek nawiązujący również do stylu secesyjnego. Dach pokryty jest czerwoną dachówką i umieszczone są w nim facjatki. Ładnie prezentuje się narożna część budynku z secesyjnym, półkoliście zamkniętym oknem balkonowym na poziomie dachu oraz potrójne okno na pierwszym piętrze. Warto zwrócić uwagę, że okna na piętrze zachowały swój secesyjny układ ("wielodzielność" tzn. podział okna na mniejsze okienka z małymi szybkami). Ciekawie prezentują się także szczyty wyrastające z dachu od strony ul. Kopernika - wyższy i od Gdańskiej - niższy. Za skrzyżowaniem, pod nr 107 pięknie jaśnieje odnowiona bryła secesyjnego Pałacyku Dyrektorów Łódzkiej Elektrowni. Całość założenia otoczona płotem, przy bramie stróżówka z łamanym dachem. Pałacyk powstał około 1910r. Wewnątrz zachował się częściowo wystrój z epoki, między innymi witraż w klatce schodowej przedstawiający myśliwego z kuszą oraz uciekającego jelenia. Naprzeciw Pałacyku gmach Biblioteki Miejskiej. Dochodzimy do skrzyżowania z ulicą Marii Curie Skłodowskiej. Narożna kamieniczka pod nr 103 posiada skromną eklektyczną fasadę. Skręcamy tutaj na chwilę z naszego szlaku i ulicą Curie Skłodowskiej idziemy w lewo do widocznego w oddali zespołu willowego Zieglera (nr 11). Willa powstała w 1910r. a następnie została przebudowana w 1913r. do obecnego kształtu. Wyróżnia się bardzo zróżnicowaną bryłą, z mansardowymi, łamanymi dachami i wieżą dziwnego kształtu. Zachowała się kordegarda oraz budynki gospodarcze: stajnia i wozownia. Całe założenie przypomina z wyglądu raczej dworek

Niemniej cieszy jeszcze jedna rzecz - obiekt znajduje się w dobrym stanie. Wracając ku Gdańskiej mijamy skrzyżowanie z Żeromskiego. Spoglądając w lewo widzimy prawdziwego "przedpotopowca" łódzkiego, który widnieje na jednym ze zdjęć poniżej.

 

 

Po tej małej odskoczni jesteśmy ponownie na skrzyżowaniu Gdańskiej i Curie Skłodowskiej. Możemy jeszcze kontem oka zerknąć w kierunku Alei Kościuszki, gdzie perspektywę zamyka potężna bryła narożnej kamienicy z szarą kopułą. Idziemy dalej by w chwilę później znaleźć się na kolejnej krzyżówce, tym razem z ulicą Andrzeja Struga, czyli po łódzku Andrzeja. Architektura tego odcinka Gdańskiej nie zachowała się w najlepszym stanie. Straszą puste place i nieładne oficyny. Dla poprawy nastroju możemy zerknąć w prawo - pod nr Andrzeja 18 - ciekawa fasada nawiązująca do stylu gotyckiego. Fasada ta choć niewątpliwie piękna woła również o ratunek. Podążamy dalej Gdańską. Za skrzyżowaniem po lewej dość ciekawy zespół piętrowych kamieniczek, zakończony ciemną bryłą Pałacu pod Ptasimi Głowami, który należał do Reinhardta Bennicha (nr 89). Powstał około 1904r. według projektu Dawida Landego. Fasadę budynku pokrywa żłobkowany tynk, pod gzymsem przebiega fryz z liści kasztanowca. Pod oknami bocznymi pierwszego piętra

wizerunki sów z rozpostartymi skrzydłami. Kraty w oknach piwnic zdobią liście kasztanowca. W fasadzie budynku wyróżnia się także wykusz ozdobiony motywami kasztanowca: korzeniami, gałęziami i liśćmi. Obecnie budynek znajduje się w posiadaniu Wojska Polskiego. Naprzeciwko pod nr 84 znajduje się z kolei dom z mansardowym dachem, fasadą poprzecinaną pilastrami, oknami o ciekawych kształtach oraz dwoma wejściami, nad którymi znajdują się jakby rozety. Jest to kolejny z budynków przy Gdańskiej, który wywarł na mnie wrażenie swoją architektoniczną bryłą. Nie jest on może wyjątkowo bogato zdobiony, ale kształt dachu i wygląd fasady naprawdę mnie urzekają. W domu tym mieści się obecnie przedszkole. Może warto, by władze naszego pięknego miasta uczyniły tą placówkę nieco piękniejszą i bardziej przyjazną dla maluchów. Podążamy dalej. Zabudowa, która nas w tej chwili otacza może przyprawić o rzewny płacz. Resztki domu z rogowym wykuszem pod nr 81 nie najlepiej świadczą o właścicielu tej posesji. Trudno powiedzieć czy tutaj da się jeszcze cokolwiek uratować. Sytuację nieco poprawia masywna kamienica pod nr 77, ale jej ogólny stan nie może napawać optymizmem. Jest to kolejny przykład ginącej na ulicy Gdańskiej łódzkiej architektury. Szybkim krokiem mijamy skromny, ale odnowiony budynek pod nr 70 z ciekawym zdobieniem okna na piętrze. Dalej zbliżamy się do ulicy 6 Sierpnia. Po prawej ciąg czterech kamieniczek, skromnych, ale bardzo urokliwych (nr 62-66). Najciekawiej prezentuje się fasada pod nr 64.

 

 

Zabudowa za skrzyżowaniem z ulicą 6 Sierpnia jest w bardzo złym stanie. Część działek jest pusta lub zabudowana tylko oficynami, co sprawia bardzo przygnębiające wrażenie. Domy, które stoją po lewej stronie wymagają kapitalnego remontu. Muszę przyznać, że ten odcinek Gdańskiej wywołuje we mnie osobiście najmniej pozytywnych emocji.

Tak dochodzę do skrzyżowania z ulicą Zieloną. Odtąd zaczyna się moim zdaniem najciekawszy odcinek Gdańskiej. Zabudowa staje się zwarta, prawdziwą dominantą są Pałace braci Poznańskich oraz wille Kellera i braci Kiperów. Monumentalne wielkomiejskie kamienice ukazują potęgę dawnych mieszkańców z jednej strony, a z drugiej strony skromne kamieniczki mieszczańskie oddają nastrój prawdziwej średniowiecznej starówki.

Jedynym problemem jest tutaj stan tej zabytkowej tkanki miejskiej. Budynków odnowionych jest chyba około dwóch, może trzech. Reszta pilnie potrzebuje ręki konserwatora zabytków. Cóż przespacerujmy się tym nieco bardziej, mimo wszystko, magicznym odcinkiem Gdańskiej. Zaczynamy niezbyt dobrze, bo rogowa kamienica po stronie parzystej to po prostu obraz nędzy i rozpaczy. Z jej eklektycznego wdzięku nie pozostało już praktycznie nic. Dalej bezstylowy dom, któremu uroku dodaje potężne pnącze wspinające się po jego murach. Następne dwie wielkomiejskie kamienice posiadają skromne fasady, druga z nich posiada ponadto dwa potężne wykusze. Ale mój wzrok już jest utkwiony na parceli nr 49/53. Jest to pierwsze z "małych cudeniek" ulicy Gdańskiej - Pałacyk Rudolfa Kellera.

Położony za masywnym, kutym ogrodzeniem pałacyk powstał w roku 1890. Renesansowa rezydencja posiada mansardowy dach i bardzo ciekawie zdobioną fasadę, którą w jednym z narożników wyróżnia strzelista wieżyczka z bogato dekorowanym hełmem.

Okna obramione są półkolumnami i zamknięte stylowymi naczółkami. Zachowały się renesansowe wnętrza pałacyku z unikatowymi w skali Łodzi zdobieniami sufitów. Niestety pałacyk jest w tej chwili nieużytkowany i po prostu niszczeje. Przechodzimy kilka kroków do przodu i naszym oczom ukazuje się perła ulicy Gdańskiej - barokowa kamienica braci Kiperów (nr 42). Całe założenie jest odnowione, stąd mój zachwyt nad tym właśnie obiektem. Kamienica jest przebogato zdobiona. Wspaniałe wykusze, przepiękne balkony, mansardowy dach i detal architektoniczny w postaci kariatyd, maszkaronów i naczółków okien, wszystko to sprawia, że kamienica ta stanowi chyba najpiękniejszy w tej chwili obiekt na Gdańskiej. Zachwyca także dbałość o rekonstrukcję każdego, choćby najmniejszego elementu budynku, w tym odbojów przy bramie przejazdowej. Jest to doskonały przykład tego, jak powinny wyglądać wszystkie stare, łódzkie kamienice.

 

 

Po obejrzeniu Kamienicy braci Kiperów przechadzamy się dalej w kierunku ulicy Więckowskiego. Po lewej widać już potężną bryłę Pałacu Karola Poznańskiego (nr 32). Renesansowy pałac powstał w 1896r. Jego fasadę zdobią liczne stylowe elementy sztukatorskie, a także balkony i wykusze. Szczyt wieńczy tralkowa attyka. Obecnie w Pałacu znajduje się uznane na całym świecie Muzeum Sztuki.

Warto zwrócić uwagę na Willę braci Kiperów, która znajduje się naprzeciwko pałacu. Jest to budynek wystawiony w końcu XIXw. w stylu renesansowym. Kuriozum z nim związane tyczy się renowacji jego fasady, która została wykonana jedynie od ulicy Gdańskiej. Miejmy nadzieję, że właściciel naprawi jak najszybciej ten dziwny błąd.

 

 

Za Więckowskiego Gdańska zabudowana jest eklektycznymi kamienicami, których stan techniczny nie jest zbyt dobry. Są to domy z XIX i XXw. Na zdjęciu obok widać ciąg zabudowy. Fasada pierwszoplanowej kamienicy jest tak brudna, że nie można rozpoznać poszczególnych elementów architektonicznych. Jeszcze gorzej przedstawia się sytuacja w podwórkach, czyli tzw. studniach. Po prawej stronie mój wzrok przyciąga jednak inna, równie nieczysta, fasada. Jest to Pałac Maksymiliana Poznańskiego wystawiony około 1904r. Pałac ten jest jedną z najpiękniejszych rezydencji w Łodzi. Wybudowany w stylu eklektycznym zachował do dzisiaj wspaniały wystrój wnętrz (witraże, boazerie, obicia z tkanin, kominki, malowidła). Od strony ul. 1 Maja znajduje się główne wejście z reprezentacyjnym podjazdem. Od strony Gdańskiej zachowało się kute ogrodzenie. Obecnie w Pałacu ma swoją siedzibę Akademia Muzyczna. Za skrzyżowaniem z 1 Maja odnajdziemy zwartą, eklektyczną zabudowę kamieniczek mieszczańskich. Są one na ogół w kiepskim stanie, ale można w nich odnaleźć jeszcze wiele wspaniałych detali architektonicznych.

 

 

Za skrzyżowaniem z Próchnika domy są na ogół dwupiętrowe, skromniej zdobione, przypominające nieco prawdziwe kamieniczki staromiejskie.

 

Gdańska zbliża się pomału do skrzyżowania z Legionów. Dominantę na tym odcinku stanowi przepiękna, gotycka Kamienica pod Czterema Wieżami oraz narożna kamienica z masywnym, kolumnowym balkonem i sceną reliefową na szczycie.

 

Naprzeciw znajduje się budynek dawnego więzienia carskiego z II połowy XIXw.

 

Tak oto doszedłem do ul. Legionów. Za nią Gdańska wznosi się ku czerwonej twierdzy Izraela Kalmanowiocza Poznańskiego, która stanowi jakby północne zamknięcie ulicy. Na odcinku od Legionów do Ogrodowej znajduje się jeszcze kilka starych, stylowych domów. Ich stan tak jak większości domów wcześniej opisanych stanowi podstawę do renowacji. Za przykład niech posłużą domy pod nr 4 i 6 oraz 2.

Nasza wycieczka doszła do celu podróży, jesteśmy na ulicy Ogrodowej, przed ceglaną fabryką Poznańskiego.

Być może ktoś powie, że w całym opisie tego krótkiego spaceru za dużo było narzekania na wygląd zwiedzanych domów, pałaców i kamienic. Tak naprawdę jednak niech będzie to próbą (którą już z resztą) zwrócenia uwagi władz miejskich na stan zabytkowej łódzkiej architektury. Niech oczy osób odpowiedzialnych za te sprawy opuszczą wreszcie Piotrkowską i dostrzegą również walory innych łódzkich ulic. Niech próba zwrócenia uwagi na piękno, mimo wszystko piękno, ulicy Gdańskiej będzie hamulcem dla pomysłów burzenia starych kamienic i budowania betonowych klocków. Niech to piękno, wartość architektoniczna i historyczna pokonają wreszcie ekonomię, nieopłacalność renowacji starych, wyeksploatowanych domów. Niech ten amatorski, ale prawdziwy opis da wreszcie do zrozumienia miejskiemu konserwatorowi zabytków, że jego ewidencja jest nie tylko jedynie papierową ewidencją, ale nie jest nawet pełną informacją, bo w ewidencji zabytków nie powinny znajdować się pojedyncze obiekty, ale całe założenie architektoniczne łódzkiej starówki. Zacznijcie wreszcie restaurować, a nie burzyć kamienice, oficyny i fabryki. W Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu nikt nie myślał i nie myśli o burzeniu, a raczej o ratowaniu za wszelką cenę. Łódź jak zwykle może stać się niechlubnym wyjątkiem. Oby do tego nie doszło.

 

Łódź, 5 marca 2006r.

 


tekst autorstwa: Michała Krawczyka

Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.