Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu artykuły

KOMPLEKS FABRYCZNY WIDZEWSKA MANUFAKTURA SA

 

Dużo jest w naszej Łodzi miejsc, o których napisano już wszystko bądź prawie wszystko. Są jednak miejsca nie będące w centrum uwagi, których historia zamknięta w fabrycznych murach, chcąc uciec od zapomnienia, wciąż doprasza się o pamięć o ludziach i wydarzeniach, momentach upadku i triumfu.

Historią godną uwagi są właśnie dzieje obecnych Widzewskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego "Wi-Ma" S.A., które jak żaden inny zakład włókienniczy, stojąc nieco na uboczu głównych wydarzeń w historii odegrały znaczącą, choć rzadko wspominaną doniosłą rolę w budowaniu wizerunku Łodzi jako niegdysiejszej włókienniczej potęgi. Przeszłość całej widzewskiej dzielnicy była wypadkową funkcjonowania tego przedsiębiorstwa. To w cieniu jej fabrycznych murów, kształtował się robotniczy charakter tego obszaru i marka, docierająca do najdalszych zakątków globu.

W zasadzie chcąc poznać bliżej dzieje obecnych WZPB "Wi-Ma" SA, należy cofnąć się do końca lat osiemdziesiątych XIX wieku, czasów Łodzi, którą niedługo później Władysław Reymont doskonale przestawi na łamach powieści "Ziemia obiecana", Łodzi określanej mianem wrzącego tygla kultur i narodowości, nędzy robotników i fabrykanckich fortun. Właśnie wówczas, dotychczas rolniczy obraz wsi Widzew uległ nieodwracalnym zmianom.

Szukając terenów pod budowę trafił do Widzewa Juliusz Kunitzer, który jak się okazało na kilkadziesiąt lat odcisnął trwały ślad w krajobrazie Widzewa, czyniąc z niego przemysłowo-robotnicze przedmieście Łodzi. Miejsce to okazało się być wprost idealne dla potencjalnych inwestorów. Doskonała lokalizacja tuż przy Szosie Rokicińskiej, zapewniała podobnie jak linia kolejowa Fabryczno-Łódzka, swobodny dowóz surowców i wywóz produkcji. Mało tego, przez wieś przepływała rzeczka Jasień, ta sama, która zaopatrywała w wodę zakłady Ludwika Geyera i graniczące z Widzewem od zachodu "Królestwo Scheiblera". Uznano, że z powodzeniem zaspokoiłaby również potrzeby nowej fabryki w tą niezwykle cenną substancję wykorzystywaną w procesie produkcji włókienniczej. Spoglądając na całą sprawę z szerszej perspektywy dochodzimy do wniosku, że lokalizacja fabryki w górnym biegu Jasienia podyktowana była względami czysto praktycznymi. Dolny jej bieg znajdujący się w granicach Łodzi już kilkanaście lat przed pojawieniem się na Widzewie J. Kunitzera został obudowany fabrykami i stąd konieczność przesunięcia inwestycji poza wschodnia granicę miasta

Decyzja o budowie zapadła. Był rok 1879. Okoliczni chłopi widzewscy, choć niechętnie, to jednak sprzedawali swoje pola inwestorom, kusiły ich oferowane pieniądze, kusiły złudne nadzieje lżejszej i lepiej płatnej pracy w fabryce. Na obszarze dawnych osad włościańskich nr 1, 2, 3, 4, 5, 6 i 12 Józefa i Wojciecha Bubas, Agaty i Grzegorza Bubas, Antoniego Masłowskiego, Józefa Michalskiego oraz gruntów drobnych przedsiębiorców Aleksandra i Leopolda Hinza (posiadali od 1874 roku małą farbiarnię i suszarnię w Widzewie) rozpoczął swoją fabrykancką działalność Juliusz Kunitzer.

W stosunkowo szybkim czasie, bo do 1880 roku, zbudowano: przędzalnię, tkalnię, zakład gazowy, farbiarnię i bielnik (łącznie 15 tys. wrzecion i 500 krosien) oraz uzupełniające zabudowania gospodarcze. Wsparcie w rozbudowie przedsiębiorstwa (kredyty na angielskie maszyny) uzyskał z Banku Handlowego, dzięki protekcji znanego w Łodzi przemysłowca Juliusza Heinzla, który został jego wspólnikiem. Tak z czasem powstała wielka manufaktura bawełniana, która swym cieniem górowała nad wiejskim krajobrazem okolicy. Wartość budynków, zakupionych maszyn i urządzeń była niewiele mniejsza od geyerowskich. Zatrudniano w 1886 roku ogółem 921 robotników. Roczna wartość produkcji sięgnęła ponad 1,3 miliona rubli.

Dalszy etap rozbudowy kompleksu, przypadł na początek lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Sięgnięto w tym celu po nowe tereny na południe od rzeki Jasień, gdzie dotychczas znajdowały się nieużytki rolne. Tam wzniesiono kolejną tkalnię na 1500 krosien. Następnie rozbudowano przędzalnię, wykończalnię i bielnik, a w 1898 roku utworzono kolejne oddziały, farbiarni i drukarni. W toku prowadzonych prac inwestycyjnych nie zapomniano o poprowadzeniu fabrycznej bocznicy kolejowej (1888 rok) oraz interesującej z inżynieryjnego punktu widzenia, budowy kolektora ściekowego wyposażonego w oczyszczające ścieki filtry, który miał swój wylot aż w okolicach dzisiejszej ul. Kilińskiego

W stosunkowo szybkim czasie J. Kunitzer wespół z J. Heinzlem wznieśli sporych rozmiarów kompleks fabryczny pod nazwą Tow. Akc "Heinzel i Kunitzer". W cieniu fabrycznych murów przemysłowiec pobudował dla swoich pracowników domy robotnicze zwane potocznie od nazwiska pomysłodawcy kolonii tzw. "Domkami Kunitzerowskimi".

Fabryka nadawała ton kierunkowi zmian i przyczyniła się do przekształceń wsi Widzew w fabryczną osadę- przedmieście Łodzi. W 1902 roku z bliska 4 tys. liczby mieszkańców, 75 proc. utrzymywało się z pracy w przemyśle.


Rys.1: fabryka "Heinzel i Kunitzer" w Widzewie


Pomyślna koniunktura na bawełnę rzutowała na rozbudowę kompleksu fabrycznego i dalsze inwestycje. J. Kunitzer wszedł do spółki, która podjęła się budowy Łódzkiej Fabryki Nici zwanej popularnie "Niciarnią" a obecnie Ariadną SA. Rozrastała się również sama kolonia mieszkalna. Na potrzeby mieszkańców zarząd stworzył przyfabryczny szpital, szkołę oraz przeznaczono grunty i drewniany budynek na kościół pod wezwaniem św. Kazimierza. Wzdłuż ul. Rokicińskiej poprowadzono linie tramwajową kończącą się przy fabryce.

Ziścił się sen o ziemi obiecanej o fortunie, potędze i sławie dla ponad czterdziestoletniego Juliusza Kuniztera. Poza tą spółką, wówczas w Łodzi nie powstało ani jedne przedsiębiorstwo bawełniane poważniejszej rangi. Trzeba wszak pamiętać, że był to dopiero początek inwestycyjnej działalności, dzisiaj niestety szerzej nieznanego fabrykanta.

Rozbudowie kompleksu bawełnianego towarzyszył wzrost liczby zatrudnionych w niej robotników do blisko siedmiu tysięcy w 1910 roku. Zapiszą oni piękną kartę w historii podczas Buntu Łódzkiego w 1892 roku a zwłaszcza w czasie Rewolucji 1905 roku. Od tego momentu zaczęto określać przedmieście mianem "Czerwonego Widzewa" a częste przypadki strajków i akcji protestacyjnych pracowników kunitzerowskiej fabryki w okresie Drugiej Rzeczypospolitej na trwałe wyryją to określenie w świadomości łodzian.

Gdy najkrwawsze rewolucyjne wystąpienia robotników należały już do przeszłości, władzę nad dosłownie całym Widzewem, w miejsce zastrzelonego 30 września 1905 roku przez zamachowców J. Kunitzera przejął ostatecznie Oskar Kon. Fabryka pod rękami przedsiębiorczego aczkolwiek równie bezwzględnego administratora rychło rozkwitła, uporządkowano finanse, odbudowano rynki zbytu i kontakty. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej na terenie fabryki zbudowana zostaje centrala elektryczna, jednak wkrótce cały wysiłek modernizacyjny zostanie zniweczony przez działania wojenne i politykę niemieckich okupantów.

Tow. Akc. "Heinzel i Kunitzer" pracując po kilka dni w tygodniu, zatrudniając niewielką część dawnej załogi ostatecznie uległo, podobnie jak pozostałe duże zakłady włókiennicze dewastacji linii produkcyjnych, demontażu maszyn i konfiskaty wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Wprawdzie administracja przedsiębiorstwa, w trosce o bezrobotnych robotników wypłacała zapomogi, wydawała darmowe posiłki ale była to kropla w morzu potrzeb. Poszczególne działy fabryki były unieruchomione w skutek nieregularności dostaw jeszcze po odzyskaniu w 1918 roku niepodległości. Musiało minąć wiele miesięcy nim w opustoszałych fabrycznych murach znów zagościł gwar i huk pracujących maszyn.


Rys.2: Kompleks fabryczny J. Kunitzera


W Dwudziestoleciu Międzywojennym losy widzewskiej fabryki układały się różnie. Działające pierwotnie w pierwszym okresie istnienia (do początku XX wieku) "Tow. Akc. Heinzel i Kunitzer" nie miało silniejszych powiązań z kapitałem zagranicznym, opierało się przede wszystkim na możliwościach finansowych łódzkich fabrykantów. Z czasem jednak, część pakietu akcji spółki znalazła się w posiadaniu włoskich finansistów, rodzin Tanfani i Farinola, których przedstawiciele baron Józef Tanfani jako prezes spółki i markiz F. Gentile-Farinola wchodzili do Zarządu firmy do 1921 roku. Pozostali członkowie to Oskar Kon, piastujący wówczas jeszcze funkcję wiceprezesa i dyrektora generalnego, Agnieszka, Mina Kunitzer wdowa po założycielu fabryki- Juliuszu Kunitzerze (wkrótce po zabójstwie męża wyjechała do Drezna, gdzie zmarła pod koniec maja 1921 roku) oraz Maksymilian Goldfeder. Kandydatami byli syn Oskara Kona - Henryk oraz U. Tanfani.

Spółka Widzewska Manufaktura w okresie dwudziestolecia związana była również z wieloma zagranicznymi koncernami, bankami oraz przedsiębiorstwami handlu bawełną. Współpracowała m. in. z włoską firmą "Sicmat" Socjeta Italiana Materia Tessili, Milano i udzielającymi wsparcia finansowego, londyńskimi instytucjami finansowymi "British Oversead Bank" oraz "The London and Eastern Bank Ltd.". Pewien pakiet akcji, posiadały również towarzystwa sprowadzające bawełnę ze Stanów Zjednoczonych i Egiptu (m. in. "Cicurel & Barda" i "Pinto & Co." z Aleksandrii) oraz firmy z Houston, Nowego Orleanu, Dallas.

Właściciele zakładu uruchamiającego w latach dwudziestych XX wieku nowe gałęzie wytwórczości byli również udziałowcami czasem również właścicielami innych przedsiębiorstw i fabryk. Mam tutaj na myśli udziały Henryka Kona w firmie "Balticum" Sp. Handlowa i Przemysłowa z siedzibą w Gdańsku, zajmującej się kupnem, sprzedażą i magazynowaniem surowców i towarów. Na początku lat trzydziestych drugi syn Oskara Kona- Maksymilian był wespół z Dawidem Rabinowiczem byli właścicielami firmy Przemysł Pończoszniczy "Setam" Sp. Zoo z siedzibą w Łodzi przy ul. Matejki 9.

Rok później skład Zarządu akcjonariuszy Widzewskiej Manufaktury uległ dość istotnym zmianom. Prezesem został Oskar Kon piastujący nadal funkcję dyrektora generalnego z prawem do samodzielnego prawnie podpisu firmy, wiceprezesem jego syn Henryk. Pozostali członkowie Maria Kon żona nowego prezesa, kolejny syn Maksymilian Kon oraz inż. Maurycy Bosak. Kandydatem do wejścia w skład zarządu był Adolf Bielszowski, który niedługo potem wszedł do zarządu jako zastępca dyrektora. Siedziba firmy mieściła się przy ul. Rokicińskiej 81 natomiast skład towarów przy Cegielnianej 20/22. Firma zatrudniała w tym czasie ponad 4300 robotników, natomiast kapitał szacowano na ok. 6 mln rubli.

Do 1914 roku schemat organizacyjny firmy dzielił się w skrócie na oddziały mające na celu produkcję materiałów włókienniczych (dział przygotowawczy, przędzalnię, tkalnię i wykończalnię), dalej biuro (kantor) prowadzący administrację produkcji, zakup surowców i sprzedaż gotowych wyrobów oraz dział zajmujący się rachunkowością firmy. Ostatnie najwyższe ogniwo stanowiły władze spółki, dyrekcja oraz sekretariat.

W pierwszej połowie lat dwudziestych, kiedy fabryka rozszerzyła asortyment, uruchomiła nowe działy i przeprowadziła modernizację procesu produkcji struktura przedsiębiorstwa uległa również przekształceniom.

 

SCHEMAT ORGANIZACYJNY WIDZEWSKIEJ MANUFAKTURY.

I Władze spółki (Walne Zgromadzenie, Rada Nadzorcza)

II Dyrekcja i Sekretariat

III Centrala (Wydział Prawny, Finansowo- Rachunkowy)

IV Biuro zakupu i sprzedaży (referat bawełny, lnu i artykułów technicznych)

V Administracja w tym Wydział Administracyjny (budynki, tabor, straż pożarna, poczta itp.) oraz Wydział Podatkowo-Personalny i Centralne Biuro Wypłat.

VI Fabryki (oddział przygotowawczy, przędzalnie, tkalnia, bielnik, farbiarnia i drukarnia, wykończalnia, odlewnia i fabryka maszyn, oddziały pomocnicze (stolarnia, warsztaty reparacyjne), elektrownia i gazownia oraz odział ruchu.

VII Konsum w skład którego wchodził przyfabryczny sklep spożywczy, włókienniczy, piekarnia oraz ferma

 

Jeszcze Widzewska Manufaktura dobrze nie poradziła sobie z odbudową zagrabionego parku maszynowego i dostosowaniem się do realiów nowej rzeczywistości a spadło na nią nieoczekiwane nieszczęście. W nocy 6 lutego 1922 roku wybuchł z niewiadomych przyczyn pożar w zabudowaniach przędzalni. W szybkim tempie ogień zajął wyższe piętra oraz dach stwarzając realne niebezpieczeństwo rozprzestrzenienia się żywiołu na pozostałe oddziały fabryki. Tylko dzięki natychmiastowej interwencji straży ogniowej oraz przyfabrycznych oddziałów strażackich zakładów Scheiblera i Grohmana udało się uchronić przed żywiołem pozostałe budynki fabryki Oskara Kona.

Pożar strawił poza samym budynkiem 60 tys. wrzecion oraz maszynę napędową. Straty, wynikłe z powodu samego pożaru, oczywiście wysokie bo sięgające według wstępnych szacunków kilku miliardów marek (przędzalnia była wszak ubezpieczona), nie pozostały bez wpływu na produkcję w pozostałych oddziałach fabryki. Następnego dnia na murach fabrycznych idący do pracy robotnicy ujrzeli obwieszczenie, z których mogli dowiedzieć się, ze praca we wszystkich oddziałach zostaje czasowo zawieszona aż do odwołania. Wprawdzie dyrekcja rozpoczęła intensywne starania w celu uniknięcia groźby unieruchomienia całej fabryki ale oczywiście wymagało to czasu. Zdecydowano, że przędza będzie wyrabiana w innych łódzkich fabrykach bawełnianych i następnie dostarczana na Widzew by utrzymać w ruchu tkalnię a w dalszej perspektywie pozostałe działy: farbiarnię, bielnik itp.

Prace przy budowie nowej przędzalni posuwały się w szybkim tempie. Zatrudnienie znalazło blisko 2000 robotników. Dopomogły kredyty zaciągnięte w "Britisch Overseas Bank" przeznaczone na zakup maszyn i niezbędnych instalacji. Tym sposobem w szybkim czasie stanął nowoczesny gmach przędzalni na 120 tys. wrzecion oraz nowa centrala elektryczna o łącznej mocy 6 KW.

W latach 1922-27 Widzewska Manufaktura poza budową nowej przędzalni, rozpoczęła szereg innych inwestycji mających na celu unowocześnienie procesu technologicznego i uruchomienie kolejnych działów produkcji. Jesienią 1924 roku nastąpiła w oddziale tkalni, wymiana wysłużonych maszyn parowych wprawiających w ruch warsztaty na silniki elektryczne. Do października 1924 roku wstawiono już 18 motorów napędzających wszystkie krosna tkalni pracującej na dwie zmiany przy zatrudnieniu 2000 robotników. Swoją drogą nowoczesne krosna automatyczne jakie zamontowano w 1926 roku na oddziale wyprodukowano na miejscu w oparciu o własną udoskonaloną konstrukcję.


Rys.3: Motory elektryczne działu tkalni WM


Przezwyciężenie załamania gospodarczego w 1926 roku przejawiające się w doskonałej koniunkturze, zachęciło niektóre firmy do podjęcia kolejnych śmiałych inwestycji w rozbudowę sektora bawełnianego oraz dalszą wymianę parku maszynowego. Następna ważna inwestycja zarządu widzewskiej fabryki poczyniona w tym okresie to budowa dzięki uzyskanym kredytom zagranicznych do 1928 roku przędzalni odpadkowej wraz z wielką szarpaniną i niciarnią na 40 000 wrzecion i krzyżowalni oraz nowej tkalni na dalsze 1000 warsztatów będących wiosną 1932 roku już w montażu. Rozbudowa kompleksu fabrycznego o nowe oddziały oznaczała zwiększenie liczby zatrudnionych w nim robotników o dalsze 2000 pracowników.


Rys.4: Wizyta wyższych oficerów, zwiedzających fabrykę Widzewska Manufaktura SA w towarzystwie dyrektora Maksa Kona


Dzięki zabiegom modernizacyjnym dokonanym do 1928 roku przędzalnictwo bawełny było najbardziej zaawansowanym technicznie działem produkcji włókienniczej. Podstawowym mottem działań fabryki będzie nakreślona przez prezesa Oskara Kona zasada skupienia szczególnej uwagi na produkcji takich towarów, które nie mając sobie równych na krajowym rynku, dzięki odmienności asortymentu nie konkurują z nimi. Rywalizacja odbywa się dopiero na rynkach europejskich, gdzie wobec zagranicznych producentów wyroby Widzewskiej Manufaktury miały być gatunkowo i cenowo konkurencyjne.

W świetle danych z końca lat trzydziestych oddział przędzalni wyposażony w ponad 221 tys. wrzecion dawał produkcję w ciągu jednej zmiany dziennie sięgającą ok. 12 500kg przędzy. Tkalnia wyposażona w niemal 3 200 krosien w tym samym czasie była zdolna wytworzyć 75 000 metrów tkanin. Zatrudnienie sięgało łącznie blisko 7 000 robotników.

Widok dobrze zorganizowanego przedsiębiorstwa wywoływał u licznych delegacji nieukrywany zachwyt. Warto wspomnieć o częstych wizytach praktykujących studentów włókiennictwa zarówno polskich jak i zagranicznych oraz goszczeniu przez dyrekcję fabryki członka misji prof. Kemmerera Franka Eble, oraz delegacji konsulów honorowych zwiedzających hale fabryczne pod przewodnictwem Maksymiliana Kona również konsula honorowego Szwecji.

Pomijając wszystkie negatywne działania jakie względem swoich pracowników prowadził zarząd Widzewskiej Manufaktury i jakie były na ogół powodem do częstych akcji strajkowych, jednego nie można jej odmówić: propagowania oraz dbania o duchowy rozwój mieszkańców dzielnicy i wspierania na ile było to możliwe inicjatyw podejmowanych przez lokalne towarzystwa. Sale należące do fabryki nadawały się idealnie na cieszące się sporym zainteresowaniem zabawy i przedstawienia oraz zebrania, będąc zarazem jedynymi pomieszczeniami zdolnymi pomieścić liczne rzesze mieszkańców podczas wieców i przedwyborczych spotkań. Organizowano je już podczas I wojny światowej w fabrycznej jadalni (wybory do Rady Miejskiej- styczeń 1917 r.), by kontynuować ten sposób bezpośredniej komunikacji z robotnikami również w niepodległej Polsce przed wyborami do Parlamentu, Rady Miejskiej itp.

W pomieszczeniu X Oddziału Ochotniczej Straży Pożarnej mieszczącej się przy ul. Rokicińskiej 81 wystawiano sztuki teatralne m. in. "Pan Wołodyjowski" H. Sienkiewicza oraz dzieła innych klasyków teatralnych (komedia J. Moliera "Lekarz mimo woli"). Równie często urządzano okolicznościowe uroczystości jak chociażby obchody rocznicowe "Policjanta Polskiego" przez członków byłej XI-tej dzielnicy. Odczyty i spotkania organizowano również w lokalu przy ul. Rokicińskiej 54, który począwszy od 1936 roku stanowił nową siedzibę K.S. "WiMa", oraz jednocześnie miejsce działalności przyklubowej sekcji kulturalno-oświatowej posiadającej bibliotekę, czytelnię i sale do przedstawień teatralnych.

Przy fabryce działała orkiestra dęta założona w 1900 roku uświetniająca swoimi występami różnorakie obchody rocznicowe oraz funkcjonowały dwa chóry, męski i żeński.

Dyrekcja fabryki przejawiała również spore zainteresowanie często powracającym na gruncie łódzkim, projektem budowy Politechniki. Pomysł nie był wszak nowy, starania o założenie wyższej szkoły technicznej w warunkach dynamicznie rozwijającej się Łodzi rozpoczęto już po powstaniu styczniowym. Po 1918 roku plany stały się ponownie aktualne i mocno popierane przez władze miasta (Magistrat wskazywał nawet pod przyszłą budowę teren Polesia Konstantynowskiego ewentualnie części Parku J. Poniatowskiego. Główny właściciel fabryki "Heinzel i Kunitzer" ofiarował nawet z okazji 25-lecia własnej działalności sumę 50mln marek ale projekt nie doczekał się realizacji. Jak zwykle na przeszkodzie stanęły braki w budżecie, bo choć "nastawienie było przychylne" to władze centralne z powodu kłopotów z odbudową polskiej oświaty zachęcały raczej łodzian do większego zaangażowania w już istniejącą Państwową Szkołę Włókienniczą.

Ciekawostką wartą poświęcenia kilku zdań stanowi realizacja dwóch projektów filmowych, pierwszy z 1927 roku "Ziemi obiecanej" na podstawie powieści Władysława Reymonta oraz drugi związany z realizacją rok później niosącego cechy filmu propagandowego ukazującego dynamiczne tempo życia stolicy polskiego włókiennictwa. Pomysł gorąco popierany przez władze Łodzi, spotkał się z żywym oddźwiękiem i uprzejmością właścicieli łódzkich fabryk w których kręcono zdjęcia. Ekipa filmowa dotarła w połowie sierpnia 1928 roku również do Widzewskiej Manufaktury, gdzie filmowała fabryczne gmachy, oddziały przędzalni amerykańskiej i egipskiej, apretury, elektrowni, farbiarni, odlewni i działu maszynowego. Prace posuwały się szybko i co najważniejsze, nikomu z ekipy filmowców nie przeszkadzał sierpniowy strajk włókniarzy fabryki Oskara Kona jaki w międzyczasie wybuchł na tle reorganizacji na oddziale przędzalni.

Znaczna aktywność inwestycyjna właścicieli fabryki, będzie również zmierzać do założenia i rozwinięcia nowych dotychczas nieistniejących w Łodzi dziedzin przemysłu włókienniczego. Dostrzegając surowcowe uzależnienie od bawełny i wełny sprowadzanej z zagranicy, pojawił się w 1928 roku pomysł założenia przez właścicieli Widzewskiej Manufaktury, przedsiębiorstwa wyrobów lnianych w Żyrardowie. Za realizacją projektu przemawiało wiele elementów m. in. niewspółmiernie wysoki w stosunku do możliwości przerobowych rozmiar otrzymywanego w kraju surowca sięgający ok. 60 000 ton lnu. Zdawano sobie sprawę, że krajowa produkcja lnu jest w stanie w zupełności pokryć potrzeby przyszłej fabryki. Za lokalizacją inwestycji w Żyrardowie przemawiały względy ekonomiczne (poparcie władz lokalnych i tana siła robocza) i logistyczne (bliskość Warszawy, zaopatrzenie w wodę i dobra komunikacja kolejowa). Liczono przede wszystkim na przychylność władz i rządowe zamówienia, głównie na potrzeby armii ( płótna krawieckie, ręczniki, mundury polowe itp.) oraz na potrzeby rynku cywilnego (sienniki, serwety grube).

Od strony czysto technicznej projekt Oskara Kona przewidywał budowę fabryki na 10 tys. wrzecion i 250 maszyn tkackich o wydajności 1 tys. ton rocznie przy systemie jednozmianowym. Maszyny planowano sprowadzić z Belfastu. Firma miała mieć postać spółki akcyjnej z kapitałem zakładowym sięgającym 6 mln. zł. Postarano się nawet o pożyczkę amerykańską w wysokości 3 mln dolarów.

Jeszcze z początkiem stycznia 1927 roku kapitał zakładowy wynosił 16 800 akcji po 100 zł każda, jednak podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia akcjonariuszy powzięto uchwałę o wypuszczeniu 5-tej emisji 8 200 akcji dodatkowo podwyższając kapitał firmy o 8,2mln w złocie. Tym samym podług wykazu z 31 grudnia 1927 roku spółek akcyjnych przemysłu włókienniczego Tow. Akc. Widzewskiej Manufaktury dysponowało kapitałem krajowym wynoszącym 25mln zł (250 tys. akcji po 100zł każda), zajmując się produkcją przędzy bawełnianej, tkanin bawełnianych, odlewów żelaznych i maszyny włókienniczych. Roczna wartości produkcji sięgała 55mln. zł (dawało to trzecie miejsce w okręgu łódzkim pod względem produkcji). Osiągnięte zyski przekraczały wyraźnie sumę 10 milionów zł. Zarząd przedsiębiorstwa tworzyli nadal Oskar Kon, jego syn Maks Kon, Maurycy Bosak i Adolf Bielszowski. Statut Widzewskiej Manufaktury opracowany w 1931 roku określał wysokość kapitału akcyjnego spółki na 31 250 000 zł czyli 312 500 akcji po 100 zł każda. Wymieniał również istnienie kapitału rezerwowego oraz kapitału amortyzacyjnego.

Największymi akcjonariuszami byli członkowie rodziny Konów bądź osoby z rodem fabrykantów związane jak Adolf Bielszowski i Maurycy Bosak. W ich rękach znajdował się większościowy, kontrolny pakiet, pozwalający w zasadzie na samodzielne podejmowanie decyzji.

Przedsiębiorstwo do końca I wojny światowej zajmowało się wyłącznie wytwarzaniem przędzy i tkanin bawełnianych. Na początku lat dwudziestych rozbudowana została produkcja włókiennicza (tkaniny z włókien mieszanych, lnianych itp.) oraz zwrócono uwagę na nowe dotychczas nieobecne w firmie gałęzie wytwórczości niekoniecznie związane z produkcją stricte bawełnianą.

Przede wszystkim chodziło o produkcję maszyn i urządzeń włókienniczych a na marginesie funkcjonowania zakładów metalowych uruchomienie oddziałów zajmujących się wytwarzaniem mebli metalowych (szafki, łóżka itp.) a nawet prostego sprzętu gospodarstwa domowego (maszynki do mięsa).

Realizację projektu rozpoczęto w 1923 roku od inwestycji w kierunku stworzenia własnych odlewni żelaza i metali kolorowych, w których na podstawie modeli (form) sprowadzanych z zachodu wytwarzane były proste maszyny przędzalnicze. Wydajność dzienna odlewni wynosiła pierwotnie 20 ton. Rok później rozpoczęły pracę warsztaty mechaniczne wytwarzające części maszyn i urządzenia dla macierzystego zakładu (wydzielone od 1926 r.). Wybudowano również pracujący na potrzeby fabryki, realizujący również zamówienia z zewnątrz w pełni zmechanizowany tartak usytuowany po lewej stronie ul. Rokicińskiej.

W związku z przekształceniem dotychczasowej fabryki bawełnianej w prawdziwy kombinat o wielotorowej specjalności nastąpiła zmiana nazwy firmy z "Towarzystwa Akcyjnego Widzewskich Zakładów Bawełnianych (dawniej "Heinzel i Hunitzer")" na "Widzewska Manufaktura Sp. Akc." obowiązująca do okresu II wojny światowej i momentu przejęcia fabryki przez Niemców.

W połowie lat trzydziestych w ramach Widzewskiej Manufaktury funkcjonowała fabryka odlewów o wydajności 25 ton dziennie dostarczająca swoje wyroby do firm krajowych i zagranicznych m. in. do zakładów "Skoda" i "Siemens". Warsztaty mechaniczne zajmowały się budową urządzeń włókienniczych, obrabiarek i potrzebnych konstrukcji żelaznych. Pozostałe działy: narzędziownia, blacharnia, kuźnia, montownia, narzędziownia oraz inne drobniejsze jak śrubownia oraz linkarnia wykonywały roboty wchodzące w zakres potrzebnych prac nie tylko zleconych przez Widzewska Manufakturę ale również wykonujących zlecenia płynące z zewnątrz od firm państwowych i prywatnych. Własny tartak, ciesielnia, stolarnia i modelarnia uzupełniały bogatą ofertę, tego prawdziwie wielospecjalistycznego kompleksu fabrycznego zlokalizowanego na Widzewie.

W połowie lat trzydziestych, pojawił się nawet pomysł zorganizowania produkcji samochodów. Władze fabryki w 1936 roku wystosowały do Ministerstwa Przemysłu i Handlu prośbę o udzielenie koncesji na wyrób małych i tanich samochodów osobowych. Swój list motywowano rosnącym stopniem motoryzacji i potrzebami państwa oraz samych obywateli. Fabryka w zamierzeniu pomysłodawców miała powstać na terenie Widzewa w oparciu o potencjał istniejących na miejscu wytwórni maszyn i urządzeń metalowych, odlewni żelaza oraz warsztatów i modelarni. Samochód miałby poza specjalistycznymi elementami układu pędnego powstawać wyłącznie z surowców krajowych, przez polskich specjalistów i pracowników. Co ważne, podkreślano nie podejmowanie konkurencji z ówcześnie istniejącymi montowniami pojazdów w zakładach Lilpop, Rau i Loewenstein.

Konstrukcja dwuosobowego samochodu, z miejscem na bagaż, w założeniu miała być tania, prosta w obsłudze i technologii produkcji ale jednocześnie nie odbiegać od nowoczesnych kryteriów w dziedzinie motoryzacji (silnik o pojemności 650 i mocy 18KM, napęd na tylnie koła, przy czym wszystkie miały być resorowane). Podkreślano szczególnie jego uniwersalność i możliwość dostosowania do potrzeb wojskowych oraz medycznych.

Kapitał zakładowy spółki w zdecydowanej większości pochodzenia krajowego wynosić miał 29 mln zł a głównymi udziałowcami o pakiecie 75% akcji mieli być Oskar Kon i jego syn Maksymilian. Produkcję pierwszej testowej partii pojazdów zamierzano rozpocząć wnet po otrzymaniu koncesji. W dalszej perspektywie zakładano montaż seryjny.

Ostatecznie projekt wobec załamania gospodarczego oraz nienajlepszej kondycji firmy nie doczekał się nigdy realizacji.

Pewne dochody firma czerpała również z działającego przy fabryce Konsumu, zorganizowanego na wzór największych domów towarowych. Sklep podzielony według specjalistycznych działów, oferował produkty spożywcze, własne wyroby włókiennicze oraz produkty galanteryjne, wyposażenie kuchni i artykuły kolonialne (kawę, herbatę, kakao, przyprawy). Mocno kontrowersyjny sposób wypłaty części robotniczych pensji w postaci bezgotówkowej (bony) do realizacji w Konsumie zasługiwał na słowa krytyki i uzasadnione protesty pracowników, będące nierzadko przyczyną podejmowanych akcji strajkowych. Dział tekstylny prowadził nowoczesny sposób zarządzania i formy sprzedaży. Produktem stanowiącym wizytówkę firmy z Widzewa stanowiła tkaniny zwane O.K., wyrabiane z najszlachetniejszego gatunku bawełny egipskiej przewyższające wszystkie dotychczas znane rodzaje tkanin. Zdaniem niektórych wyroby Widzewskiej Manufaktury nie miały konkurencji w tej części Europy. Dom handlowy urządzał niekiedy tzw. Białe Tygodnie w czasie których obniżano ceny i stosowano upusty dla klientów. Dużą wagę przywiązywano również do umieszczania w prasie codziennej m. in. "Kurierze Łódzkim" okazałych reklam zachęcających do odwiedzenia sklepu przy ul Rokicińskiej 54. Towary sprzedawano nie tylko wspomnianym własnym pracownikom ale również wysyłano zwłaszcza w końcu lat trzydziestych w postaci paczek do Związku Radzieckiego (trudno określić czy chodziło tutaj o pomoc charytatywną czy wyłącznie o komercyjną sprzedaż towarów).


Rys.5: Reklama sklepu fabrycznego Konsum


Majątek firmy u progu kryzysu gospodarczego składał się z następujących nieruchomości (powierzchnia ponad 72 000m 2 ) fabrycznych: przędzalni amerykańskiej (1922r.) na 140 tys. wrzecion, egipskiej (1927 r.) na dalsze 80 tys. wrzecion, skręcalni (30tys.wrzecion) oraz przędzalni odpadkowej (1927/28 r.) i szarparni o 52 bębnach. Z kolejnych działów zajmujących się procesem produkcji włókienniczej, firma posiadała tkalnię na 3180 krosien z których 2700 było w pełni zautomatyzowanych oraz bielnik, farbiarnię, drukarnię apreturę i dział merceryzacji wszystkie rozbudowywane stopniowo od 1897 do 1929 roku. Rozbudowa kompleksu fabrycznego i uruchomienie nowych gałęzi wytwórczości w oczywisty sposób wpłynęła na zwiększenie stan majątku spółki począwszy od fabryki maszyn, odlewni metali (1923 r.) oraz tartaku z napędem elektrycznym, suszarnią i obróbką drzewa a skończywszy na pomocniczym dziale fabrykacji szpulek papierowych i czółenek. Poza zabudowaniami i znajdujących się w halach maszynach włókienniczych, firma posiadała turbogenerator o mocy 600KM, przeszło 100 motorów elektrycznych. Kompleks fabryczny był całkowicie zelektryfikowany (gazownia istniała do 1929 roku), dowóz surowców zapewniała własna bocznica kolejowa (długości 6,8km) oraz dwa parowozy i 31 wagonów przystosowanych do przewozu węgla i bawełny. Poza nieruchomościami stricte fabrycznymi, własnością firmy był ogromny obszar okolicznych terenów Widzewa o łącznej powierzchni 1 657 959m 2 . Na nim rozsiane były domy dla robotników (163), szpital, dwie szkoły a nawet boisko sportowe przyfabrycznego Klubu Sportowego "WiMa".

Protokół szacunkowy majątku Widzewskiej Manufaktury z dn. 28 II 1930 roku dokonany przez Komisję Szacunkową w składzie dr B. Biedermann, Z. Fiedler, K. Stebelski i K. Spoliński zawierał dokładny opis i określał wartość wszystkich oddziałów fabryki, parku maszynowego oraz zabudowań zarówno przemysłowych jak i mieszkalnych i wyposażenia należących do przedsiębiorstwa. Poniżej pragnę, zważywszy na szczegółowość opracowania, przedstawić jedynie najważniejsze wyniki prac Komisji Szacunkowej.

1) Wartość placów (grunty o pow. 172ha 4422m 2 ) położone na północ od ul. Rokicińskiej również za torem kolei Fabryczno-Łódzkiej oraz na południe od wspomnianej drogi aż do ul. Napiórkowskiego (dzisiejsza St. Przybyszewskiego - Zarzew) oraz posesji w centrum Łodzi: przy ul. Cegielnianej 20 i róg Cegielnianej i Zachodniej 55 następnie ul. Targowej 61 oraz ul. Piotrkowskiej 30/32 szacowano według przyjętych kryteriów na: 12 907 126 zł

2) Wartość budynków na terenie fabrycznym, domów dla robotników i urzędników oraz wspomnianych wyżej nieruchomości w centrum miasta wynosiła: 21 360 854 zł

3) Wartość maszyn i urządzeń technicznych działów wszystkich przędzalni, tkalni bielnika i wykończalni, drukarni i farbiarni następnie wydziału ruchu oraz odlewni oraz całkowitego wyposażenia dodatkowego określano na: 48 573 369 zł

Zatem całkowita wartość majątku ruchomego i nieruchomego Widzewskiej Manufaktury w lutym 1930 roku wynosiła 82 573 369 zł

W okresie światowego załamania koniunktury stan zatrudnionych w fabryce Oskara Kona ulegała ciągłym zmianom. Dla przykładu w styczniu 1929 roku , a więc w okresie przed nastaniem wielkiego kryzysu liczbę pracujących robotników szacowano na ok. 5500 osób, jednak półtora roku później, latem 1930 roku robotników było już poniżej 2 tysięcy. Redukcje wśród personelu, nie licząc okresów kiedy zwolnieniu w konsekwencji prowadzonych akcji strajkowych ulegała cała załoga było pierwszej połowie lat trzydziestych zjawiskiem stałym i również ulegającym ciągłym wahaniom. Dla przykładu; w ostatnich miesiącach 1932 roku zatrudnienie w Widzewskiej Manufakturze wykazywało znaczną tendencję wzrostową (marzec- 4643, czerwiec- 6000 osób), by w ostatnich jesiennych miesiącach przekroczyć stan ze stycznia 1929 roku i osiągnąć liczbę w granicach 6400-6500 tkaczy.

Dokonując na podstawie zestawień składek płaconych Funduszowi Bezrobocia stan zatrudnienia w kolejnych latach 1933-35 kształtował się zazwyczaj w granicach 6000-6800 robotników, przekraczając niekiedy (luty 1934 r.) ogólną liczbę 7000 pracowników. Również w tym okresie zdarzały się masowe redukcje personelu do jedynie 1300-1500 osób, które należy tłumaczyć podejmowanymi akcjami strajkowymi, wstrzymywaniem pracy w fabrykach oraz przerwami świątecznymi. Tym niemniej aż do 1939 roku ogólny stan zatrudnionego w Widzewskiej Manufakturze robotników kształtował się powyżej 6000 osób.

Podstawowy system organizacji wykonywanych zadań, opierał się na ustalonym 8-godzinnym czasie pracy od 8 00 do 17 00 z godzinną przerwą między 12 00 a 13 00 . W soboty zakład pracował 6 godzin z dodatkowym czasem 30 minut przeznaczonym na konserwację i czyszczenie maszyn. Gdy zaszła taka potrzeba czy to w skutek dużej ilości zamówień czy pomyślnej koniunktury w poszczególnych oddziałach lub w całej fabryce wprowadzano dodatkową zmianę (tzw. komplety), reorganizując dotychczasowy czas pracy według kryterium: zmiana poranna od 5 30 do 13 30 i zmiana wieczorna do 13 30 do 21 30 bez przerw. Niekiedy zakład, w momentach wyjątkowych, kiedy wymagała tego sytuacja czynny był przez 24 godziny na dobę.

Przepisy wewnętrzne dotyczące czasu pracy i porządku wewnętrznego w Widzewskiej Manufakturze regulowały również kwestię kwestie zwolnień i bezpłatnej pomocy medycznej w razie nieszczęśliwych wypadków lub chorób. Administracja miała prawo wydalić robotnika z 2-tygodniowym wypowiedzeniem a w przypadku przyłapania na kradzieży, bądź umyślnego działania na szkodę firmy (zapis różnie interpretowany), uczynić to natychmiast bez jakiejkolwiek zapłaty ponad sumę, którą pracownik przepracował do chwili zaistnienia incydentu. Dodatkowo informacja o danych i rodzaju przewinienia miał być kierowana do wiadomości związków zawodowych oraz właścicieli innych zakładów włókienniczych ostrzegając przed zatrudnieniem wspomnianej nieuczciwej osoby.

W okresie Dwudziestolecia Międzywojennego, Widzewska Manufaktura dwukrotnie borykając się z kłopotami finansowymi ogłaszała upadłość.

Pierwszy raz utrata płynności przedsiębiorstwa miała miejsce podczas trwania wielkiego kryzysu, po raz drugi tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej w 1939 roku, przy czym postępowanie upadłościowe rozpoczęło się już rok wcześniej. Wówczas nazwa firmy uległa zmianie na "Widzewska Manufaktura Sp. Akc.- Masa Upadłości". Nie był to odosobniony przypadek, bowiem w omawianym okresie wiele łódzkich przedsiębiorstw włókienniczych borykających się z kłopotami zwracało się sądu z wnioskiem o odroczenie wypłat długów, pomoc państwa bądź ogłoszenie upadłości. Należały do nich również inne wielkie fabryki m. in. Zakłady Przemysłu Bawełnianego L. Geyer, Zjednoczone Zakłady Przemysłowe K. Scheibler i L. Grohman.

Pierwsze niepokojące sygnały o kłopotach finansowych widzewskiej firmy pojawiły się już w marcu i kwietniu 1929 roku w związku z zaleganiem od dłuższego czasu na rzecz państwa sumy ok. 4mln podatków. Wówczas urzędnicy skarbowi wobec niemożności wyegzekwowania należnych rat podatków przeprowadzali licytacje zajętych przedmiotów, głównie wyprodukowanych towarów i surowców.

W kolejnych latach spółka wykazywała duże straty wahające się w granicach kilku milionów złotych, przy czym najgorszy okazał się rok 1931, kiedy zanotowano ponad 9,2mln zł strat. w bilansach firmy oraz doszło do dalszych perturbacji wokół zakładów Oskara Kona. Widzewskie przedsiębiorstwo, nie licząc grupy drobnych kontrahentów, zadłużone było w krajowych i zagranicznych bankach i instytucjach finansowych oraz w firmach zajmujących się m. in. handlem i dostawą bawełny (.British Overseas Bank, The London Eastern Trade Bank oraz Bank Polski, Bank Handlowy w Warszawie i The British and Polish Trade Bank A.G., "Sicmat" i dostawcy surowców Cicurel & Barda, Fendler & Co czy Bischoff & Co.).

Pertraktacje jakie były w ciągu 1931 roku prowadzone z wierzycielami doprowadziły do wprowadzenia zmian we władzach spółki. Do Rady Nadzorczej i Zarządu weszli przedstawiciele wierzycieli. Zdecydowano również, że naczelne kierownictwo pozostawać będzie nadal w rękach Oskara Kona.

O krokach zmierzających do sanacji finansów i odbudowy pozycji spółki świadczą podnoszone na zebraniach Rady Nadzorczej pewne projekty cięcia wydatków i szukania oszczędności. Zamierzano m. in. zredukować liczbę pracowników tkalni, następnie wydzierżawić w przyfabrycznym domu towarowym (Konsumie) część stoisk obcym firmom, przeprowadzić redukcje części kadry urzędników oraz przerabiać nagromadzone w magazynach zapasy przędzy. Dużą nadzieję pokładano również w wypuszczeniu obligacji oraz zmniejszeniu poborów członków zarządu firmy.

Warto wspomnieć, że w tym okresie fabryka zatrudniała niespełna 3500 pracowników, natomiast na przestrzeni 1932 roku liczba ta zaczęła systematycznie wzrastać do 6500 osób (listopad). Poprawiły się również finanse, notujące miesięczny zysk rzędu 30 tys. dolarów miesięcznie, a w całym roku zysk łączny prawie 260 tys. złotych. Jednocześnie trwały rozmowy z wierzycielami w kwestii zawarcia ugody i ewentualnego umorzenia części długów.

Te pozytywne przejawy wychodzenia z kryzysu nie zmieniają jednak ogólnie trudnego położenia spółki i posiadanych długów. Ostatecznie mimo pewniej poprawy sytuacji w 1932 roku firma nie zdołała wydobyć się z finansowych kłopotów potęgowanych przez objawy wielkiego kryzysu. Wyrokiem Sądu Okręgowego Wydziału Handlowego z dnia 28 marca 1933 roku ogłoszono upadłość firmy Tow. Akc. Widzewska Manufaktura. Kantor, skład, kasy, księgi oraz dokumenty nakazano opieczętować a nadzór nad firmą objęli Syndycy Tymczasowi Masy Upadłości. Zgodnie z ustaleniami powierzono Syndykom prawo wydawania zezwoleń m. in. na uruchomienie fabryki, podejmowanymi zmianami w produkcji i sprzedaż towarów fabrycznych znajdujących się na składach (tkanin, konfekcji i przędzy). firmy.

Widzewska Manufaktura stopniowo realizowała program sanacji i redukcji zadłużenia, jednak wszystkich problemów nie udało się rozwiązać. W 1938 roku kłopoty finansowe powróciły a niedługo potem Sąd ponownie ogłosił upadłość Widzewskiej Manufaktury. W perspektywie kilkunastu miesięcy jakie dzieliły Europę od II wojny światowej sprawa utraty płynności finansowej i oddłużenia firmy nie miała już jednak większego znaczenia. Po zajęciu Łodzi przez Niemców, przedsiębiorstwo zostało włączone do koncernu Hermanna Goeringa, pracując na potrzeby III Rzeczy do czasu wyzwolenia miasta przez Rosjan.

Po wojnie Widzewska Manufaktura przeszła na własność państwa a w 1949 roku utworzono z niej trzy samodzielne przedsiębiorstwa, w tym WZPB "1-Maja" - przedsiębiorstwo jednowydziałowe, skupiające wydziały przędzalnicze. Natomiast na bazie wcześniejszych doświadczeń utworzono Widzewską Fabrykę Maszyn (w skrócie "WiFaMa" oraz "Anilanę".

Obecnie nie ma już kompleksu Poznańskiego, Królestwa Scheiblera ani innych mniejszych fabryk i fabryczek niegdyś kształtujących oblicze Łodzi. W miejscu pierwszego, powstało centrum handlu i rozrywki Manufaktura, na terenie drugiego rozpoczęły się pierwsze prace nad rewitalizacją i dostosowaniem obszaru scheiblerowskich tkalni i budynków robotniczego Księżego Młyna na potrzeby mieszkaniowe. Niejako na przekór powszechnemu mniemaniu o upadku przemysłu włókienniczego "Wi-Ma" jest nadal czynna i wciąż produkuje. Zatrudnia na trzy zmiany, jako jeden z nielicznych istniejących nadal zakładów ponad dwieście osób, pozostając podobnie jak widzewska ARIADNA SA Fabryka Nici wciąż żywym świadectwem czasów minionej świetności. Czasów reymontowskiej "Ziemi obiecanej", miasta tysiąca kominów.

 


prawa autorskie : Arkadiusz Dąbrowski

 

Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.