Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu: sekcja regionalna SKNH

mgr Zbigniew Głąb

Wolbórz jakiego już nie znamy

Pałac biskupów kujawskich w Wolborzu

Wolbórz to miejscowość leżąca w woj. łódzkim, w pow. piotrkowskim kilkanaście km. od Piotrkowa Trybunalskiego. Na jednej ze współczesnych nam map samochodowych Wolbórz oznaczony został kółeczkiem z krzyżykiem pośrodku. Legenda lakonicznie objaśnia ten symbol: wieś gminna. Nie jest to określenie zachęcające potencjalnego turystę ("bo cóż takiego można zwiedzić na wsi, nawet gminnej ?" - zapyta). Okazuje się jednak, że PTTK zwiedzających okolice Piotrkowa Tryb. kieruje m. in. do Wolborza. Warto zatem przyjrzeć się bliżej owej "wsi gminnej".
Wolbórz, przez większą część swego ponad 700-letniego istnienia, był miastem. W 1273 r. książę sieradzki Leszek Czarny nadał Wolborzowi prawa miejskie, którymi mieszkańcy cieszyli się aż do 1870 roku, a więc przez ponad 600 lat. W tym czasie Wolbórz należał do biskupów włocławskich (1148 r. - bulla protekcyjna papieża Eugeniusza III potwierdzająca przynależność Wolborza ze wszystkimi przyległościami do biskupstwa włocławskiego), którzy w dużej mierze przyczyniali się do jego rozwoju. Los nie oszczędzał miasta (w XVI - XVII w. np. spłonęło tutaj pięć kościołów), ale mimo to do czasów dzisiejszych dotrwało kilka interesujących obiektów. Zwiedzający dotrze na pewno do pałacu biskupów włocławskich, który można uznać za wizytówkę Wolborza, i którego nie sposób pominąć (jest doskonale widoczny już z drogi krajowej nr 8, biegnącej z Wrocławia przez Piotrków Tryb. do Warszawy). Drugim ważnym punktem Wolborza jest rynek. Tutaj uwagę każdego zwróci kościół pod wezwaniem św. Mikołaja. Warto zajrzeć do środka, aby poznać jego ciekawą historię (niestety - kościół w wyniku licznych przeróbek stał się dziś "bezstylowym", chociaż zachował elementy gotyckie).
Po wyjściu z kościoła i obejrzeniu znajdującego się także na rynku popiersia Andrzeja Frycza Modrzewskiego może nas ogarnąć rozczarowanie: czy to już wszystko, co można tutaj zobaczyć? Odpowiedź brzmi: i tak ... i nie. Można jeszcze przestudiować znajdujący się obok przystanku PKS plan i spróbować dotrzeć do obiektów oznaczonych jako zabytki (choć trzeba uważać, gdyż plan jest mało precyzyjny i nie podaje nazw zaznaczonych obiektów - są to m.in., o ile można się domyślić, kaplica św Rocha i kościół św. Anny). Można też obejrzeć kilka szkiców wolborskich budowli zamieszczonych w znajdującej się nieopodal gablocie, przygotowanej z inicjatywy Towarzystwa Przyjaciół Wolborza. I to chyba byłoby już wszystko ...
Niezupełnie. Pomimo, iż na rynku, a także w kościele św. Mikołaja umieszczono, kilka tablic informacyjnych dotyczących ważnych wydarzeń i historii Wolborza, nigdzie nie ma śladu, ani nawet wzmianki na temat ratusza, znajdującego się niegdyś w miejscu, które obecnie zajmuje sieć wysadzanych drzewami alejek z popiersiem naszego czołowego humanisty pośrodku. A szkoda, bo był to obiekt interesujący i warto byłoby go przybliżyć współczesnemu turyście. Jeśli zatem wrócimy do popiersia A. Frycza Modrzewskiego, zasiądziemy wygodnie na dowolnie wybranej ławce i ... uruchomimy wyobraźnię - mamy sznsę "zwiedzić" jeszcze jeden zabytek.
Obecnie ratusz miejski (magistrat) kojarzy się raczej z miejscem nieciekawym: urzędnicy, pokoje, biurka, sterty akt, senna atmosfera, stukot maszyny do pisania (klawiatury komputera) w tle, zapach kawy. A jak było dawniej? Spróbujmy przenieść się w czasy przedrozbiorowe, kiedy na rynku obok kolegiaty wolborskiej (czyli obecnego kościoła św. Mikołaja) stał ratusz. Jan Stanisław Bystroń tak charakteryzuje dawne magistraty: "(...) najważniejszą, czasami jedyną ozdobą rynku był ratusz, zazwyczaj największy budynek w mieście, rywalizujący jedynie z gmachami kościelnymi co do rozmiarów i wysokości; był też ratusz dumą mieszkańców i symbolem zamożności miasta. W większych miastach ratusze miały znaczną wartość architektoniczną, a sale radzieckie [tj. rady miejskiej - Z.G.] bywały wyposażone kosztownie (...) Ale i w mniejszych miastach budowano też solidne, wielkie budynki ratuszowe, z konieczną wieżą, na której chętnie umieszczano zegar, najczęściej jedyny w mieście. Nie żałowano grosza na jedyny reprezentacyjny gmach miasta. W mniejszych miasteczkach ratusze stawiano z drzewa; różnił się on wówczas wyłącznie rozmiarami od przeciętnego domku mieszczańskiego, czasami tylko wieżą wyrastał ponad nieliczny zespół domów (...)" Osobne izby przeznaczone były dla burmistrza z rajcami, wójta i ławników, a także pisarza i kancelarii. W ratuszach znajdowały się oprócz tego składy, zbrojownie, kasa (skarbiec), archiwum, a czasem i więzienie. Tutaj też wykonywał swe krwawe rzemiosło kat. Przed ratuszem znajdował się czasami pręgierz, pod którym wystawiano na widok publiczny skazańców; w ratuszu lub w jego pobliżu stała urzędowa waga miejska służąca do kontroli rzetelności sprzedawców - zwłaszcza w dni targowe. Stąd też wychodzili na służbę pachołkowie miejscy i nocni stróże. Czasami na etacie ratusza znajdował się trębacz miejski.
W czasy świetności Wolborza (Wolbórz miał w tym czasie niecałe 3 tys. mieszkańców - co było porównywalne z liczbą mieszkańców Piotrkowa - podczas gdy Warszawę zamieszkiwało ok. 8 tys. osób, a Łódź zaledwie 500), a co za tym idzie - ratusza wolborskiego przenosi nas dokument Jakuba Uchańskiego, biskupa włocławskiego i pomorskiego. Dokument nosi datę 4 kwietnia 1564 r. (akcja prawna miała zapewne miejsce kilka lat wcześniej ponieważ J. Uchański w 1561 r. został przeniesiony do Gniezna). Biskup, będący z racji sprawowanej funkcji właścicielem Wolborza, za zgodą kapituły (własność biskupa i kapituły w dobrach wolborskich nie była rozdzielona), nadał ratuszowi miejskiemu liczne przywileje.
W arendze dokumentu (czyli w części, w której formułowano motyw jego wystawienia - często przybrany w szatę rozważań lub sentencji filozoficznych, teologicznych czy też prawniczych) powód nadania uzasadnia biskup w ten sposób: "(...) Jako usiłując przyjść w pomoc wygodzie Naszego Miasta Wolborza, ażeby Ratusz miejski, już od kilku lat założony [ratusz został wzniesiony za zgodą biskupa Jana Drohojowskiego, poprzedniego właściciela Wolborza - Z.G.], tem łatwiej mógł być dokończony i przy zupełnej mocy i trwałości, czasy wiecznymi mógł pozostać w należytym porządku (...)"*. Interesujące, dlaczego biskupowi zależało na pozycji ratusza w mieście. Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie musimy przyjrzeć się bliżej wymienionym w dokumencie przywilejom. A dotyczą one spraw nietypowych, jak na nasze współczesne wyobrażenie ratusza.
Pierwsze zdanie dyspozycji dokumentu (czyli części, w której wystawca wyraża wolę stworzenia nowego stanu prawnego) brzmi następująco: "Wolno będzie w tym Ratuszu Wolborskim szynkować różnego rodzaju wina, propinować słodkie trunki, sprzedawać piwa Gdańskie, Wrocławskie i świdnickie". Ratusz jawi się nam tutaj jako miejsce sprzedaży alkoholu. Prawo propinacji obejmowało także produkcję trunków. Raczej nie czyniono tego w ratuszu. Kurzeniem gorzałki i warzeniem piwa zajmowali się mieszczanie, którzy na rynku sprzedawali swoje produkty. Zacytowany fragment dostarcza nam dodatkowo informacji na temat kontaktów handlowych miasta. W Wolborzu produkowano zapewne miejscowe piwo ale nic w tym dziwnego, że dla smakoszy sprowadzano piwa gdańskie, wrocławskie czy świdnickie, bowiem szesnastowieczny Wolbórz leżał na szlaku wiodącym z Gdańska i Królewca przez Warszawę, Rawę, Piotrków i Częstochowę na śląsk. W pobliżu przebiegał też szlak ciągnący się z Kijowa przez Łuck, Włodzimierz, Chełm, Lublin, Radom ,Piotrków, Kalisz, Poznań i dalej do Frankfurtu. Przypuszczać należy, iż rozwój handlu w Wolborzu był pochodną tego, że Wolbórz był rezydencją biskupa włocławskiego. Była to rezydencja czasowa - biskup spędzał tam kilka miesięcy w roku - ale niewątpliwie zwiększała atrakcyjność miasta. Zapewne liczny był też "personel" dworu biskupiego, który przysparzał mieszczanom dodatkowych zysków, zaopatrując się na miejscowym rynku.
Biskup J. Uchański zezwolił na sprzedaż w obrębie ratusza różnych "tłustości", smoły, powrozów i innych drobnych rzeczy, które są "tak ku wygodzie Mieszczan tutejszych jak i podróżnych potrzebne". Przekupniom pozwolono zbudować wokół ratusza budy lub jatki "dla wygodniejszego pomieszczenia i sprzedaży właściwych towarów, mianowicie: różnego gatunku Ryb, śledzi, Węgorzy, Masła, Sera, Kaszy, Jaj, Cebuli, Oleju, świec, Grochu i innych Legumin [tj. warzyw - Z.G.]". Spis ten daje nam też w sposób pośredni wiedzę na temat codziennego jadłospisu mieszkańców Wolborza. Wzmianka o jatkach sugeruje nam, iż na wolborskim rynku sprzedawano także mięso. Zapewne tak było, ale pamiętać należy, że w tamtych czasach jadano je stosunkowo rzadko. Na mięso mogli pozwolić sobie tylko bogaci ludzie (jeden z żartów mówi, że chłop jadł kurę tylko w dwóch przypadkach: kiedy sam był chory albo kiedy kura była chora). Nawet bogata szlachta w okresach między wystawnymi ucztami, które wbrew pozorom nie były codziennością, nie zawsze mogła zastawić swój stół mięsiwem. Innym powodem, dla którego prowadzono bezmięsny tryb życia, były liczne posty nakazywane przez Kościół. Dlatego chętnie jadano ryby oraz ... bobry (a ściślej: ich ogony), które jako zwierzęta wodne także zostały zaliczone do ryb, co umożliwiało obejście części nakazów kościelnych dotyczących postów.
Aby uniknąć, mogących powstać w trakcie działalności handlowej, sporów o zapłatę za dzierżawę lokali, przekupnie zobowiązani zostali do zawarcia kontraktu z burmistrzem i radnymi. Mieli oni opłacać umówiony czynsz na utrzymanie ratusza. Ustalono, iż będzie on wnoszony co roku w dzień świętego Marcina (tj. 11 listopada), który tradycyjnie był dniem wszelkich rozliczeń podatkowych. Była to dogodna data, jako że prawie wszyscy dysponowali w tym czasie zgromadzonymi w trakcie żniw plonami z pól i ogrodów - byli więc " wypłacalni".
Obok handlu ratusz w świetle dokumentu był także miejscem pracy majstrów cechu sukienniczego założonego w 1518 roku. Biskup nakazał, aby w ratuszu (i tylko w ratuszu) postrzygano "różnego rodzaju i barwy z obcych miejsc sprowadzane sukno". Postrzyganie było jedną z czynności końcowych w procesie produkcji sukna - gdy włosy sukna wystawały ponad splotem, były nierównej długości oraz zbyt długie, należało je wyrównać. Wymagało to ostrych nożyc i dużych umiejętności postrzygającego. Aż do XVII w. postrzygalnie należały zazwyczaj do miasta i mieściły się w ratuszu lub obok niego (Wolbórz więc nie był wyjątkiem). Były one urządzeniami użyteczności publicznej i rzemieślnicy dzierżawili je na różne okresy - od roku po dożywocie.
Ponieważ zabudowa Wolborza była w większości drewniana, miasto ulegało licznym pożarom. Aby temu zapobiec, w ordynacji miasta Wolborza z dnia 15 lipca 1713 r. (właścicielem Wolborza był wtedy biskup kujawski i pomorski Konstanty Felicjan Szaniawski) zadbano o środki gaśnicze: "osęki także żelazne, konwie, i inne do gaszenia i rozrywania ognia instrumenta potrzebne, kosztem publicznym miasta sporządzane być powinny i na ratuszu i na osobnem miejscu dobrze konserwowane i zachowane, aby w przypadku i nieszczęścia każdego (...) używane były. Do tegoż (...) starać się i o to mają, aby ze dwa przykadki dobre i mocne pod ratuszem na saniach i do sani przykowane, codziennie pełne wody były, z odminą wody, gdy tego potrzeba będzie, aby gotową wodę, konie czy woły zaprzągłszy, prędzej w nieszczęściu ratunek był." O tym, iż problem bezpieczeństwa pożarowego był stale aktualny (choć też przyjąć możemy, że mieszczanie zignorowali poprzednie postanowienia) świadczy także ordynacja z 25 kwietnia 1766 r., wydana przez biskupa kujawskiego i pomorskiego Antoniego Kazimierza Ostrowskiego dla miasta Wolborza. Sprawom pożarnictwa poświęcono tam osobny ustęp. Podobnie jak we wcześniejszej ordynacji przy ratuszu miał znajdować się sprzęt gaśniczy : "dwie beczki wody na saniach z orczykami do pary koni, dla przeprowadzenia gdzieby było potrzeba, także spryca choć jedna do tych beczek, i osęki do rozrywania ognia, oraz zalewania (...)". Miano także wyznaczyć ludzi do pełnienia nocnej warty aby patrolując miasto w porę mogli dostrzec płonącą zabudowę i przedsięwziąć odpowiednie środki.
W ordynacji z 1713 r. znajdujemy odbicie jeszcze innego problemu - problemu ówczesnych miar. Nie wszyscy mieszczanie byli uczciwi. Niektórzy z nich usiłowali oszukiwać przyjezdnych chłopów, chcących sprzedać swoje zboże, i używali miar niezgodnych z obowiązującymi normami. Powodowało to skargi poddanych biskupa, a także jego sąsiadów. Dlatego biskup F. K. Szaniawski nakazał "burmistrzowi i urzędowi, aby konformując się do miary Naszej wymierzonej zamkowej, cechą Naszą naznaczonej, korzec, półkorce i ćwierć, pod ratuszem wymierzone mieli, i aby się więcej w mierze miejskiej nie znajdowało garcy, nad garcy sześćdziesiąt i sześć, jako miara zamkowa na też garce redukowana jest i wedle tych miar zamkowej i ratuszowej, każdy mieszczanin, który tylko zboża kupować i zalewać będzie, swoję miarę ustanowiona i wymierzoną mieć powinien". Tak więc w ratuszu znajdowały się wzorce miar, a każdy mieszczanin zajmujący się handlem zobowiązany był do posiadania miary zgodnej z ratuszową. Powinien także zanieść swoją miarę "do cechy Naszej zamkowej dla przyciśnienia jej" - czyli potwierdzenia jej prawidłowości. Wszelkie próby oszustwa miały kończyć się konfiskatą zboża na rzecz zamku.
Aby ratusz mógł służyć miastu przez długi czas biskup J. Uchański (wracamy do postanowień dokumentu z 1564 r.) określił środki finansowania, remontu i urzymania tego ważnego dla mieszczan obiektu. W tym celu nadał ratuszowi czynsz z części ogrodów wolborskich. Spośród wymienionych 26 ogrodów dla 19 określono dokładną kwotę: w sumie 63 i 1/2 grosza rocznie. Czynsz z pozostałych 7 ogrodów miał być opłacany według dawniejszych ustaleń (nie podano kwoty). Przeliczając ówczesne grosze na współczesne nam złote dowiadujemy się, że czynsz z 19 ogrodów wynosił ... ok. 1000 złotych rocznie. Suma ta może wydawać się zatrważająco niska (spróbujmy sobie wyobrazić remont współczesnego ratusza za 1000 zł.). Nie była ona zbyt duża i w XVI w, ale kiedy dowiemy się, że cena domu wiejskiego z ogrodem wahała się w tamtych czasach od 228 do 384 groszy, żniwiarz za dzień pracy wynagradzany był sumą ok. 1 grosza, a portier w krakowskim ratuszu zarabiał ok. 130 groszy kwartalnie, to być może spojrzymy przychylniej na kwotę pochodzącą z oczynszowania ogrodów wolborskich (pamiętajmy też o pozostałych siedmiu ogrodach). Oczywiście czynsz z ogrodów nie był jedynym źródłem utrzymania ratusza. Nie znana jest nam kwota, jaką uzyskiwano z indywidualnych umów zawieranych z przekupniami. Ratusz utrzymywał się też zapewne z części kar i grzywien opłacanych przez mieszczan, wchodzących w konflikt z prawem. Nie były to jednak sumy zbyt duże o czym może świadczyć fakt, że na początku XVIII w. ratusz wolborski podupadł. Odbicie tego znajdujemy we wspomnianej ordynacji miasta Wolborza z 1713 r., w której biskup F. K. Szaniawski nakazał remont dachu i wieży ratuszowej oraz odbudowanie budynków (prawdopodobnie chodzi tu o stragany) wokół ratusza.
Ratusz i rynek miejski był także miejscem wykonywania kar. Wzmiankę na ten temat możemy znaleźć we wspomnianej już ordynacji z 1766 r. Dotyczy ona kar "względem niewiast nierządem publicznym lub prywatnym bawiących się". Obywatel "postrzegłszy (...) takową niewiastę" miał niezwłocznie donieść "urzędowi radzieckiemu (...) który to urząd gdyby oskarżoną w tem za słusznem przeświadczeniem winną znalazł, rózgami powinien na ratuszu ukarać, a gdyby po otrzymanej pierwszej chłoście nie poprawiła się publicznie na rynku pod ratuszem skaraną, z miasta wygnać".
Niestety dokument J. Uchańskiego nie mówi nam niczego na temat samego wyglądu ratusza - być może był podobny do łódzkiego, opisanego w dokumencie z 1585 r., w którym burmistrz i rajcy pozwolili Maciejowi Doczekałowi wybudować ratusz: "(...). Naprzód pozwoliliśmy temu to Doczekałowiczowi Maciejowi ratusz na placu na to wydanym śród Rynku pobudować, który swym kosztem i nakładem budować ma jako najgruntowniej i ochędożniej może; na dole izba wielka, z niej kownata, sień, stajnia, na górze letnie siedzenie, izdebka. A my mieszczanie swym kosztem wieżycę cudną zbudować mamy. (...)". W ordynacji biskupa F. K. Szaniawskiego znajduje się też wzmianka o więzieniu ratuszowym (znajdowało się ono w wieży ratuszowej - wspomina o tym ordynacja z 1766 r.).
Uruchamiając wyobraźnię możemy zatem zobaczyć ratusz otoczony mnóstwem bud i jatek, gdzie krzykliwi przekupnie oferują najróżniejsze towary. Wokół (zwłaszcza w dzień targowy) kręci się mnóstwo ludzi, miejscowych i przyjezdnych, którzy oglądają, targują się, kupują. Zapewne często dochodzi do kłótni, może nawet rękoczynów (miejsca takie przyciągają także element przestępczy - rozmaitych oszustów i złodziei pragnących skorzystać z naiwności ludzkiej) między nie zawsze trzeźwymi obywatelami. Jest tłoczno i gwarno. Na rynku znajdują się też zapewne liczne wozy i konie przyjezdnych (Wolbórz obsługiwał zapewne lokalny rynek - w promieniu ok. 10 km. - zamknięty w kwadracie: Piotrków Tryb., Tuszyn, Ujazd, Tomaszów. Najstarszym jarmarkiem w Wolborzu był prawdopodobnie jarmark odbywający się w dzień św. Mikołaja, czyli 6 grudnia - łączyć należy to z patronem kościoła znajdującego się na rynku. W 1669 r. król polski Michał Korybut Wiśniowiecki ustanowił dla Wolborza cztery jarmarki rocznie: na św. Kazimierza, na św. Piotra i Pawła oraz na św. Michała czyli odpowiednio na 4 marca, 29 czerwca i 29 września. W Wielki Czwartek miał zaczynać się jarmark trzydziestodniowy). Dokładając do tego majstrów pracujących nad suknem, sprzęt przeciwpożarowy, więzienie, a także kata (o czym dokumenty nie wspominają i czego raczej można domyślać się przez analogię do innych miast - być może Wolbórz nie posiadał własnego kata i korzystał z usług mistrza sprowadzanego np. z Włocławka), pręgierz, wagę miejską - uzyskujemy ciekawy i barwny obraz ratusza niezupełnie pokrywający się z dzisiejszym wyobrażeniem.
Ratusz wolborski zajmował centralne miejsce w mieście. I to nie tylko ze względu na swoje usytuowanie, ale przede wszystkim ze względu na funkcje. Ratusz pełnił rolę swoistego "centrum handlowego" czy też "usługowo - handlowego". Tutaj można było zaopatrzyć się w artykuły pierwszej potrzeby, zakupić żywność, skosztować rozmaitych trunków czy skorzystać z usług sukienników. Wizyta w ratuszu stwarzała zapewne także okazje do licznych kontaktów towarzyskich.
Nie należy przy tym zapominać, że ratusz przede wszystkim był siedzibą władz miejskich i sprowadzanie go do roli szesnastowiecznego "hipermarketu" mija się z prawdą. Według ordynacji z 1766 r. w wolborskim ratuszu urzędowali: burmistrz (wybierany na roczną kadencję) i pięciu radnych oraz wójt (pełniący swą funkcję dożywotnio) z sześcioma ławnikami. Zbierało się tam także dwunastu "gminnych" czyli przedstawicieli mieszczan. Burmistrz i wójt (każdy z przynajmniej dwoma radcami lub ławnikami) sprawowali sądy osobno: burmistrz we wtorki, a wójt w piątki. Aby uniknąć nieporozumień określono ściśle kompetencje obu sądów (np. tylko sąd burmistrza miał prawo rozstrzygać spory toczące się między obywatelami Wolborza, a przyjezdnymi).
Niemniej jednak działalność handlowa ratusza niewątpliwie sprzyjała rozwojowi miasta. Dlatego też nadane przywileje służyły zarówno mieszkańcom jak też właścicielowi Wolborza J. Uchańskiemu i jego następcom. O "rentowności" ratusza świadczy też fakt, iż biskup J. Uchański nadał podobne przywileje ratuszowi w Łodzi - w dokumencie z 1561 r. wystawionym dla Łodzi możemy przeczytać następujące słowa: "(...) tymże mieszczanom naszym udzielamy i dajemy całkowitą swobodę ratusz dla potrzeb i wygody własnej tegoż miasta na nowo zbudować i postawić wraz z jatkami, jak im się zda bardziej dogodnie."
Całkowity zmierzch wolborskiego ratusza nastąpił wraz z rozbiorami i nadejściem okupacji pruskiej. Po wycofaniu się Prusaków w 1806 r. Wolbórz znalazł się w obrębie Księstwa Warszawskiego (1807 - 1815), a następnie Królestwa Polskiego (Kongresowego). Biskupi kujawscy utracili swe posiadłości wolborskie już w czasach pruskich, a w 1818 r. ich dobra przeszły na rzecz państwa. Żródło z 1852 roku przytacza zeznanie świadka, który twierdzi, iż "ratusz od kilkudziesiąt lat opustoszał i rozebrany jest w roku 1832".
Dzisiaj po ratuszu nie ma najmniejszego śladu. Nie odbudowano go, gdyż Wolbórz w 1869 r. utracił prawa miejskie (w myśl ukazu carskiego wydanego 1 czerwca 1869 r. na terenie guberni kaliskiej i piotrkowskiej przemianowano na osady 45 miast) i nikt nie musiał się już starać o siedzibę dla burmistrza i radnych, bo po prostu ich nie było. Warto jednak zatrzymać się w tym miejscu choć na chwilę i spróbować wywołać obrazy z przeszłości. Zastanowić się nad codziennym życiem ludzi skupionych wokół, tak zdawałoby się nieciekawej instytucji, jaką jest ratusz miejski.
Na koniec jeszcze jedna refleksja: być może dobrym pomysłem byłoby ustawienie w miejscu ratusza tablicy pamiątkowej (w ten sposób upamiętniono pobyt w Wolborzu wojsk Władysława Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem oraz polską akcję przeciwko okupantowi hitlerowskiemu), która byłaby jeszcze jednym świadectwem czasów świetności Wolborza.


Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.