Informacje o autorach strony
Ustaw jako stronę startową Napisz do nas Dodaj stronę do ulubionych
 

 

powrót do menu artykuły

ŁÓDŹ- ZMIENIA OBIEC(YW)ANA

Czy sen o "polskim Manchester" z przełomu XIX i XX wieku może powrócić po kilku dziesięcioleciach upadku i degradacji znaczenia łódzkiego ośrodka miejskiego? Co należy zrobić, aby nie zaprzepaścić szansy na "powstanie z popiołów"? Czy dzięki wsparciu Unii Europejskiej Łódź może stać się ważnym ośrodkiem akademickim w Europie oraz miastem o potężnym potencjale innowacyjnym? Jakie są wreszcie szanse na to, aby ten pełen tradycji region przestał być Kopciuszkiem Warszawy?

Nad tymi i wieloma innymi kwestiami zastanawiali się uczestnicy konferencji z cyklu: "Jak rozmawiać o Unii Europejskiej" zatytułowanej: "Ziemia Obiecana, czyli jak Łódzkie wykorzystuje unijną szansę na rozwój", zorganizowanej przez Instytut Spraw Publicznych, 9 grudnia 2006 roku w Instytucie Europejskim w Łodzi. Uczestnikami panelu dyskusyjnego "Łódzkie jako europejskie centrum innowacyjności. Jak wykorzystać unijną szansę na rozwój regionu" byli: Małgorzata Brzezińska z Instytutu Nowych Technologii, Bogdan Golik- poseł do Parlamentu Europejskiego, Elżbieta Hibner- Wyższa Szkoła Humanistyczno- Ekonomiczna, Tadeusz Markowski- Uniwersytet Łódzki, Janusz Wojciechowski- poseł do Parlamentu Europejskiego. Moderatorem dyskusji był Jacek Grudzień- dziennikarz Radia Łódź i TVP3. W ramach panelu przewidziana była możliwość zadawania pytań z sali. Na otwarcie konferencji swoje wystąpienia zaprezentowali: Jerzy Kropiwnicki- Prezydent Miasta Łodzi oraz Jacek Saryusz- Wolski- Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, a także organizatorzy: Lena Kolarska- Bobińska- Instytut Spraw Publicznych, Jacek Sufata- Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego, Kazimierz Sobotka- Instytut Europejski.

Przesłaniem przebijającym się wielokrotnie w wypowiedziach prelegentów był stwierdzenie, iż los Łodzi zależy od regionu, a los regionu jest uzależniony od Łodzi. Tę tezę J.Saryusza- Wolskiego podkreślała również E.Hibner, twierdząc, iż "miasto musi mieć swoją służebną rolę wobec regionu. a potencjał ludzki, badawczy, edukacyjny tu istniejący jest istotny dla całego regionu. To właśnie miasto ma obowiązek ten potencjał zbierać i archiwizować, przekazywać tym, którzy mogą z niego czerpać".

 

Szanse i zagrożenia

 

"Czy Łódź może być nową Ziemią Obiecaną?" Argumenty wszystkich uczestników dyskusji zgodnie wskazują na realną szansę urzeczywistnienia tego faktu. Choć od Doliny Krzemowej dzieli nas jeszcze bardzo daleka droga, a poziom konkurencyjności regionu raczej pozostawia wiele do życzenia, to jednak potencjał zgromadzony w regionie napawa optymizmem. Szansą dla województwa jest na pewno członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Jak twierdzi J.Saryusz- Wolski, regionowi potrzebna jest łódzka wersja strategii lizbońskiej, zorientowanej na rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Stoimy na początku tej podróży, a dla zapewnienia spójności naszego regionu z obszarami najbardziej konkurencyjnymi w ramach Wspólnoty, wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego uzależnia przyszły sukces od jasno sprecyzowanej polityki gospodarczej Polski, ale przede wszystkim od dobrych strategii regionalnych. Skupienie się na tych kwestiach jest niezmiernie ważne biorąc pod uwagę, iż w nadchodzącym okresie programowania (programy operacyjne UE na lata 2007- 2013) zwielokrotnione zostały środki pomocowe dla kraju, w efekcie czego Łódzkie może liczyć na blisko 1 miliard Euro dotacji (w okresie 2004- 2006 łączna pula dofinansowania dla naszego województwa wynosiła zaledwie 159 mln ?). Jest to "ogromny skok ilościowy i jakościowy, który można śpiewająco zmarnować. i oby nie".

Tymczasem jak twierdzi T.Markowski nie ma dobrej diagnozy, "jakie to województwo łódzkie jest; są jedynie wyrywkowe sprawy". Wskazuje przy tym na konieczność powołania instytucji, która "w sposób systematyczny pokazywałaby, jak wygląda region, jakie są podstawowe problemy". Zebrany w ten sposób materiał stanowiłby dopiero podstawę do formułowania wizji i całościowych strategii rozwoju. W przypadku braku takiego organu, obowiązek wnikliwego analizowania sytuacji społeczno- gospodarczej regionu spoczywać powinien na lokalnych, świadomych władzach publicznych, bądź tak jak twierdzi E.Hibner na regionalnym zapleczu naukowym. Była wiceprezydent Łodzi z lat 1990- 1996 stoi na stanowisku, iż w mieście i regionie panuje zbyt duże rozproszenie badań regionalnych (prowadzone m.in. na Uniwersytecie Łódzkim, w jednostkach typu Łódzkie Biuro Projektowania Przestrzennego, na Wydziale Urbanistyki i Architektury Politechniki Łódzkiej itd.) oraz brak jest instrumentów "by badania regionalne nie były dobrą wola naukowców, lecz ich zawodowym obowiązkiem". Środowisko naukowe, zgromadzone najlepiej w ramach międzywydziałowej, międzyuczelnianej instytucji, pracującej wyłącznie na rzecz rozwoju regionalnego (tu zgodność postulatów E.Hibner i T.Markowskiego) powinno zajmować się bieżącą "analizą naszych ścieżek wzrostu, aktualnych wskaźników rozwoju i kreowaniem perspektyw przynajmniej w horyzoncie 15- 20 letnim, a nie jak obecnie z nastawieniem na wykorzystanie transzy w okresie 3 lat".

Miastu i regionowi, potrzebna jest strategia rozwojowa z prawdziwego zdarzenia. Na różnego typu spotkaniach i konferencjach mówi się o lokalnym potencjale, który daje szanse na powrót do utęsknionych czasów XIX- wiecznej świetności. Dziś przyszłość Łodzi budowana jest w oparciu o program McKinseya, który zakłada rozwiązania kosztowe (tzn. tania siła robocza jako wabik dla potencjalnych inwestorów), nie jest natomiast programem związania lokalizacyjnego przychodzących koncernów z zapleczem naukowym regionu. Jest to rozwiązanie krótkoterminowe, brakuje natomiast debaty o tym, jak przełożyć chwilowy sukces na trwały rozwój. Zdaniem H. Zdanowskiej, dyrektor Łódzkiej Izby Przemysłowo- Handlowej, ważne jest w tym kontekście, abyśmy potrafili zachować powściągliwość wobec wielkich koncernów lokujących się w naszym regionie, gdyż są to firmy goniące za dużym zyskiem, poszukujące taniej siły roboczej i niskich kosztów wytwarzania. Należy pamiętać, iż prawdziwą szansą na długotrwały rozwój jest stymulowanie do działania podmiotów z sektora małych i małych i średnich przedsiębiorstw, które dominują w naszym regionie.

Łodzi i regionowi niezbędny jest w dzisiejszych czasach program rozwoju całego obszaru metropolitarnego, by miasto nie stanowiło "wysepki dobrobytu" na regionalnym morzu biedy.

 

"Zróbmy Irlandię z Łódzkiego"

 

Kiedyś Łódź została ufundowana jako metropolia, aglomeracja na wielkim rynku carskiej Rosji. Dziś, to już nie to samo miasto, choć wciąż chętnie odwołujące się to tamtych tradycji. Niestety sytuacji ekonomiczna i społeczna dzisiejszej Łodzi dalece odbiega od XIX- wiecznych odpowiedników. Dzisiaj region cechuje relatywnie niekorzystna sytuacja gospodarcza, co wyraźnie uwydatniają wskaźniki rynku pracy, relatywnie niski poziom wykształcenia mieszkańców, małe nakłady na działalność badawczo- rozwojową w stosunku do PKB oraz niski stopień innowacyjności regionalnych przedsiębiorstw. Można, za J.Saryuszem- Wolskim, pokusić się o stwierdzenie, iż region ma obecnie parametry socjologiczne ściany wschodniej (najuboższe obszary Polski). Trudno nie zgodzić się przy tym także z J.Wojciechowskim, iż województwo łódzkie ma charakter typowo rolniczy. Trudno również nie przyjąć argumentacji obu prelegentów, iż taki obraz Łódzkiego nie odstaje od tego, jaki rysował się w Irlandii przed jej akcesją do Wspólnoty Europejskiej. Wstępując do Unii, przeszło 30 lat temu w 1973 roku, Irlandia była jednym z najbiedniejszych krajów europejskich, a jej przemysł i rolnictwo były słabo rozwinięte. Dzięki dobrze wykorzystanej pomocy wspólnotowej "Zielona Wyspa" doprowadził do sukcesu gospodarczego, politycznego i społecznego. Ze słabo rozwiniętego kraju, przekształciła się w dynamicznie rozwijające się państwo, a w ciągu paru lat stała się "celtyckim tygrysem Europy". Członkostwo Irlandii pozwoliło jej na rozwój i modernizację obszarów wiejskich, dzięki wprowadzeniu unijnych standardów ochrony środowiska i podwyższenia poziomu bezpieczeństwa żywności. Doprowadzono także do wzrostu zatrudnienia w gospodarce i usługach oraz poprawy jakości edukacji. Irlandia pokazała jak należy wykorzystywać unijną szansę i dziś obok Luksemburga, który jest "jednym wielkim bankiem", jest jednym z najbogatszych krajów Wspólnoty. Jeszcze około 30 lat temu tam również, podobnie jak w województwie łódzkim, występowały wielkie obszary wiejskie i niedorozwinięte obszary zurbanizowane. Sekretem spektakularnego sukcesu tego kraju było położenie nacisku przede wszystkim na rozwój kapitału ludzkiego. "Inwestycje w infrastrukturę owszem, ale przede wszystkim w tkankę ludzką". Dzięki takiemu działaniu osiągnięto tam jeden z najwyższych poziomów rozwoju i dobrobytu. Zasada, którą Saryusz-Wolski ujął w obrazowym stwierdzeniu "nie tylko beton, ale szare komórki", jest dziś zdaniem J.Wojciechowsiego widoczna w stanie infrastruktury tego kraju. Kolejność inwestycji przyjęta w Irlandii, odwrotna do tej zastosowanej na przykład w Niemczech Wschodnich sprawia, iż jakość dróg jest tam niewiele lepsza niż w Polsce. Irlandczycy dopiero w ostatnich latach przystąpili do modernizacji infrastruktury drogowej, po tym, kiedy zatroszczyli się o bardziej naglące problemy innowacyjności gospodarki.

Nauka jaka płynie z doświadczeń "wyspiarzy" jest prosta: "nie podążać śladami innych sprzed 20-30 lat, ale ich wyprzedzać, idąc na skróty, czyli budując struktury gospodarcze i społeczne jutra, na miarę konkurencyjności w Unii Europejskiej". Receptą, wystawioną przez Wiceprzewodniczącego Saryusza- Wolskiego, nastawioną na osiągnięcie tego celu jest: "Zróbmy Irlandię z Łódzkiego".

 

Regionalna strategia na "unijną kasę"

 

Aby osiągnąć założenia prezentowane w poprzednim akapicie, niezbędne jest bieżące douczanie się i znajomość zasad i instrumentów polityki regionalnej. Niestety w tej kwestii potencjał województwa również nie jest zbyt imponujący. Działalność władz samorządowych powinna skupiać się na realizacji projektów prezentujących zintegrowane podejście do rozwoju, koncentrujące się nie tylko na wzroście zatrudnienia , ale także wpływające na rozwój infrastruktury społecznej korelującej ściśle ze standardem życia mieszkańców. Zdaniem wiceprzewodniczącego dobra znajomość prawa europejskiego pozwala na "lisbonizowanie" funduszy strukturalnych, przez co należy rozumieć taki sposób ich rozdysponowywania aby największe dotacje trafiały na rzecz rozwoju infrastruktury naukowej, gospodarki i przedsiębiorczości. Głównym drogowskazem dla tworzonej w województwie polityki regionalnej i innowacyjnej winny być podstawowe wytyczne Unii Europejskiej w tym zakresie:

•  po pierwsze: należy tak budować strategię rozwojową, aby w efekcie przewyższać atrakcyjnością inne miasta i regiony;

•  po drugie: czynnikiem budującym konkurencyjność regionu powinna być bardzo dobrze rozwinięta nauka i gospodarka oparta na wiedzy

•  po trzecie: należy tworzyć miejsca pracy lepsze od innych (muszą to być miejsca pracy nowej generacji, w usługach o wysokiej wartości dodanej, w działach innowacyjnych technologii; ostrożnie trzeba podchodzić do takich miejsc pracy, które wkrótce przeniosą się na Ukrainę lub do Turcji, bo tam znajdą korzystniejsze warunki do działalności- np. tańszą siłę roboczą).

Najważniejszą jednak wytyczna jest to, by budować "gospodarkę i infrastrukturę jutra, a nie wczoraj".

Tymczasem największą bolączką i słabością w wykorzystywaniu przez Łódzkie, albo wręcz niewykorzystywaniu funduszy europejskich jest brak przygotowania odpowiedzialnych, znających się na rzeczy kadr ("Nie ma tego, co mógłby bilet wykupić"). Przypominał o tym w swoim wystąpieniu Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Michał Seweryński nawiązując do czasów, gdy był bezpośrednio związany z łódzkim światem nauki: "Kiedy 10 lat temu zaczynałem prowadzić w Łodzi studia doktoranckie w zakresie prawa europejskiego, to ludzie przychodzili z niewielkim zainteresowaniem. mówiłem z przedstawicielami władz lokalnych: fundujcie stypendia dla swoich urzędników, bo będziecie ich wkrótce potrzebowali. wtedy nikt nie słuchał". Obecnie zdaniem ministra brakuje w regionie ludzi wykształconych w zakresie obsługi europejskich programów pomocowych, którzy "mogliby podpowiedzieć ambitnym profesorom, jak się pisze wnioski z 7 Programu Ramowego; bo to jest specjalny rodzaj wiedzy". Brakuje też realnej pomocy przy pisaniu wniosków o dofinansowania w małych miejscowościach. Na tych terenach potrzebne są jednostki, które "pomogą ludziom wykorzystywać pieniądze na konkretne potrzeby. a nie tylko takie, co mają tabliczkę, robią szkolenia i zgarniają pieniądze".

Jak zauważyła E.Hibner, w przeciągu ostatnich 2-3 miesięcy poprawie uległa regionalna zdolność absorpcji środków unijnych. Obecnie województwo łódzkie plasuje się na 4 miejscu od końca, a nie jak to miało miejsce wcześniej na samym końcu ogólnokrajowego rankingu. Prelegentka podkreślała, iż w województwie nie brakuje pomysłów na działania prorozwojowe, zdecydowanie gorzej jest natomiast z przekładaniem ich na formę projektu. Potwierdza to wyraźnie obawy, jakie zaprezentował w swoim wystąpieniu M.Seweryński. Najgorzej jest jednak, zdaniem byłej wiceprezydent z procedurami finansowymi, które są przystosowane do cyklu budżetowego zupełnie nie pokrywającego się z cyklem inwestycyjnym.

Zasadniczym procesem, który należy uruchomić dla poprawy omawianej sytuacji jest skierowanie działań na przygotowanie "wielkiej armii wyspecjalizowanych urzędników", którzy potrafić będą obsługiwać programy europejskie. W przypadku dalszych zaniedbań w tym kierunku, "wyprzedzą nas inni, bo napiszą lepsze wnioski, lepiej uzasadnią potrzeby swojego okręgu i przejmą pieniądze (które mogłyby trafić do regionu łódzkiego)". Jak twierdzi minister Seweryński, istnieje realna obawa, iż za opieszałość Łódzkie zapłaci wysoką cenę i w przeciągu paru lat "będziemy jeździć po naukę do ościennych województw".

Jak należy zatem pisać projekty, aby aplikowanie o środki finansowe z instrumentów Unii Europejskiej było skuteczne? Jakie priorytety rozwojowe nakłada Wspólnota?

Pierwsza, najbardziej ogólna i uniwersalna zasada to promocja partnerstwa przez zaangażowanie i kooperację podmiotów publicznych i prywatnych . Potrzebna jest nam zatem zmiana filozofii i sposobu myślenia. W nadchodzącym okresie programowania preferowane będą projekty dotykające swą istotą jednoczesnych potrzeb przynajmniej dwóch partnerów. Partnerstwo to powinno mieć jednak charakter sformalizowany, udokumentowany a dużym atutem będzie także jego trójstronność, to znaczy, zaangażowanie w jego realizację przedstawicieli środowisk: naukowego, gospodarczego i władz lokalnych. Niezmiernie istotnym jest, aby aplikujące podmioty wykazały praktyczne zastosowanie rezultatów realizacji zamierzonych działań (usprawnienia, innowacyjność nowe technologie). Jak zapowiadał przedstawiciel rządu, obecny na konferencji "Takie projekty będziemy kupować na pniu, będziemy je finansować. i przede wszystkim takie".

 

Łódzkie zaplecze naukowo- badawcze a rzeczywistość świata przedsiębiorców

 

Szansą dla regionu łódzkiego, biorąc pod uwagę potencjał zaplecza naukowego oraz preferencyjne położenie geopolityczne, jest rozwój sektora badawczo- naukowego i ukierunkowanie na innowacyjność w gospodarce. Uwzględniając wcześniejszą argumentację oraz nawiązując do prelekcji M.Seweryńskiego, można stwierdzić, iż w Łodzi i regionie powinny powstawać konsorcja przemysłowo- naukowe. Taki rodzaj sformalizowanej kooperacji świata nauki i biznesu, przy wsparciu lokalnych podmiotów samorządowych, ma szansę na pozyskiwanie ogromnych pieniędzy na swoją działalność, która winna prowadzić do wzrostu konkurencyjności regionu, rozwoju gospodarki i infrastruktury oraz świata usług. W okresie programowym 2007- 2013 takie projekty badawcze finansowane z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka będą miały pierwszeństwo w pozyskiwaniu bardzo dużych grantów na realizację programu badawczego.

Pomysł zdaje się być zatem prosty i jasno zwerbalizowany. Co stoi zatem na przeszkodzie, aby w województwie otworzyć ścieżkę rozwojową? Odpowiedzi można szukać w przykładzie przytoczonym przez E.Hibner. Była wiceprezydent miasta odwołała się w tym kontekście do łódzkich instytutów naukowych z branży włókienniczej. Jak twierdzi, mamy w Łodzi cztery takie placówki, a zainteresowani przedsiębiorcy cierpią na brak nowych technologii w tym obszarze (przedsiębiorców jest mniej więcej tylu, ile wspomnianych ośrodków naukowych). Mimo to, podejmowane od lat próby skonsolidowania instytutów i stworzenia jednego, solidnego zaplecza nowoczesnych technologii włókienniczych kończą się zawsze niepowodzeniem. Obecnie przewiduje się przeszło roczny czas trwania takiego procesu. Dla porównania, jak twierdzi prelegentka, "my musimy zrekonstruować Urząd Marszałkowski przez dwa tygodnie i wdrożyć zmiany przez miesiąc". Stąd zaskakującym zdaje się być fakt, iż czterech placówek naukowych nie można skonsolidować w przeciągu krótszego okresu czasu. "Jeżeli załoga ministerstwa nie jest w stanie tego zrobić szybciej, to my w regionie to zrobimy. bo nam jest strasznie potrzebne takie zaplecze naukowo- badawcze".

Pewnego rodzaju problemem w realizacji tego postulatu jest, zdaniem panelistów, postawa środowiska akademickiego, o czym była już po części mowa we wcześniejszym etapie opracowania. Modyfikacja postaw w zapleczu akademickim jest, według E.Hibner, pilną potrzebą. Zwraca się uwagę na konieczność zmiany mentalności tego środowiska, zmiany sposobu rozumienia wolności naukowca ("Nie będzie Unia Europejska polskiemu naukowcowi mówiła, czym się ma zajmować"). Nie może ona stać w sprzeczności z potrzebą dostosowania działalności polskiej inteligencji do potrzeb rozwojowych współczesnego społeczeństwa. "Jeżeli chcemy wykorzystać szansę, która przed nami stoi, to zajmujmy się tym co nas interesuje, ale jednocześnie skierujmy nasze zainteresowania w stronę tego, co jest pilnie potrzebne". Według T.Markowskiego istnieje konieczność głębokich reform na uczelniach wyższych, a Łódź jest tego typowym przykładem. Jak twierdzi, świat akademicki jest odizolowany i niewiele ma tak naprawdę wspólnego z nauką; skupia się na teoretyzowaniu w oparciu o przestarzałą bazę literaturową. Konieczne są zatem zmiany strukturalne, które umożliwią podążanie za rozwijającym się światem.

Warto pamiętać, iż jednym z głównych symboli Łodzi w świecie jest przemysł kinematograficzny. Wyższa Szkoła Filmowa w Łodzi jest jedną z najlepszych placówek tego typu w kraju i na świecie. Co roku przeszło 600 kandydatów zgłasza swoją gotowość do pobierania nauki w ramach legendarnej "Filmówki". Niestety, jak pokazuje praktyka, jest to branża o niezwykle elitarnym charakterze i otrzymanie prawa studiowania w tym kierunku jest uwarunkowane przez uczestniczenie w drogich kursach przygotowawczych. Rozwiązanie takie w sposób naturalny eliminuje uboższych kandydatów. Łódzkie mogłoby być ośrodkiem kształcenia kadr do wszystkich telewizji regionalnych w całej Polsce, ale przy obecnej polityce uczelni wobec kandydatów nie ma szans na osiągnięcie takiego celu. Jednocześnie zaprzepaszcza się również okazję do odroczenia przemysłu filmowego w naszym regionie.

Aby przezwyciężyć niemoc w nawiązaniu konstruktywnej współpracy między światem nauki i gospodarki, konieczne jest wypracowanie wspólnego kodu językowego obu środowisk. Zdaniem E.Hibner, która jest obecnie odpowiedzialna za politykę finansową, regionalną i wykorzystanie funduszy UE w naszym województwie, środowiska naukowe i przedsiębiorców posługują się zupełnie innym językiem, operują zupełnie innymi pojęciami, co utrudnia komunikację między nimi: "Jeżeli naukowiec nie rozumie co to znaczy VAT, a przedsiębiorca nie rozumie, co to znaczy inżynieria materiałowa, to oni mogą się długo spotykać na konferencjach, a efektów tego nie będzie widać". Jednocześnie brak jest w regionie instytucji, która byłaby wyspecjalizowana w transferze technologii. Dziś proces ten z udziałem lokalnych przedsiębiorców dokonuje się za pośrednictwem głównie instytucji zagranicznych. Istnieje nagląca potrzeba powołania takiego organu w regionie, który stanowiłyby jednostki doświadczone w kontaktach z oboma środowiskami. Można je znaleźć, zdaniem byłej wiceprezydent, pośród dawnych pracowników samorządu terytorialnego, którzy musieli mieć do czynienia z jedną i drugą stroną i w posiedli umiejętność komunikacji z oboma typami podmiotów.

Jak twierdzi M.Brzezińska, przedsiębiorcy zwracają uwagę, że najwięcej do zrobienia jest właśnie w kwestii transferu wiedzy między ośrodkami badawczymi i firmami. Podnoszone przez nich problemy to przede wszystkim biurokracja i zbędne formalności, przez co horyzont czasowy procesu wymiany zdecydowanie się wydłuża i staje się bardziej kosztowny. Jednak powiedzenie: "Polak potrafi" i w tym przypadku znalazło potwierdzenie, tylko czy aby na pewno z korzyścią dla państwa i regionu? Dla uniknięcia czasochłonnego procesu instytucjonalnych działań, przedsiębiorcy często zatrudniają w sposób nieformalny pracowników ośrodków badawczo- rozwojowych, którzy wykonują dla nich zlecone prace. Powołanie do życia regionalnej instytucji transferu technologii, mogłoby ten proceder zminimalizować, gdyż oficjalny dostęp do innowacyjnych rozwiązań byłby zdecydowanie prostszy. Obecnie jednak, zdaniem prezes Instytutu Nowych Technologii, doświadczenia przedsiębiorców z naszego regionu z różnymi inicjatywami wymiany informacji są bardzo niedobre. Pomimo, iż organizowane było mnóstwo konferencji o tej tematyce, to jednak spotkania te miały charakter wyłącznie akademicki i nie przekładały się na konkretne działania z obu stron. Tymczasem, w trendach światowych obserwuje się zjawisko wychodzenia ośrodków B+R z własną ofertą do potencjalnych klientów. W tym ujęciu jest to normalna sprzedaż dóbr o charakterze innowacyjnym, dlatego "trzeba skomercjalizować pewne działania", także na lokalnym podwórku, aby nie zostać wypartym z własnego terenu przez zagraniczną konkurencję. Takie bezprecedensowe na regionalnym rynku działania, podjęła w ostatnim czasie Politechnika Łódzka. Jednakże do tej pory większość ośrodków badawczo- rozwojowych oczekuje, aż przedsiębiorcy sami przyjdą zapoznać się z ich ofertą, podczas gdy do tych docierają instytuty badawcze spoza granic naszego kraju.

Znacznym utrudnieniem realizacji powyższego postulatu jest brak w regionie łódzkim kompletnej bazy firm o nastawieniu innowacyjnym. Stosunkowo łatwo jest dotrzeć do jednostek dużych, gdyż są one powszechnie znane. Jest także grupa firm średnich, które podejmują medialną promocję swojej działalności, przez co są łatwo identyfikowalne i stanowią oczywisty target oferty ośrodków B+R. Obok obu wymienionych kategorii istniej jednak cała masa małych przedsiębiorstw, które pozostają anonimowe, a które jednocześnie wspaniale dają sobie radę na rynku zagranicznym i współpracują z tamtejszymi jednostkami rozwojowymi. Są to głównie firmy bardzo małe, którym nie zależy na promocji w regionie, gdyż nie dostrzegają tu wciąż partnerów do współpracy. Dlatego inicjatywa powinna wyjść w tym przypadku ze strony lokalnych podmiotów rozwojowych i samorządowych, którym zależy na promocji regionu i uwydatnianiu jego najlepszych owoców.

Kolejną kwestią jaką poruszają przedsiębiorcy w kontekście działań innowacyjnych, jest zdaniem M.Brzezińskiej, utrudniony dostęp do źródeł finansowania. Należy wziąć pod uwagę, iż inwestycje w sferę badawczo- rozwojową mają charakter długoterminowy i nie przynoszą zysku w krótkim okresie czasowym. Ponieważ przedsiębiorczość łódzka ma bardzo młode korzenie, i jest budowana w większości przypadków od podstaw, bez zaplecza finansowego i materialnego w postaci ubiegło pokoleniowego kapitału, to lokowanie środków finansowych w takich inwestycjach jest niezmiernie kosztowne. Łódzkich i regionalnych przedsiębiorców najczęściej na to nie stać. Sprawę pogarsza fakt, iż system wsparcia ze strony instytucji publicznych również jest niedorozwinięty. Na dofinansowanie takie mogą liczyć głównie firmy zamożne, które się dynamicznie rozwijają, natomiast nowo powstające podmioty o słabej kondycji finansowej stoją w tej rozgrywce na straconej pozycji. Niestety, zdaniem prezes INT, w regionie łódzkim dominuje drugi profil przedsiębiorstw, których nie stać na inwestowanie w sektor B+R.

W opinii E.Hibner, dopóty, dopóki działalność badawcza nie będzie stanowiła integralnego elementu procesów towarzyszących budowie przedsiębiorstw i nie będzie zaliczana w koszty ich działalności, a będzie wydatkiem, który należy ponieść z zysku po opodatkowaniu, tak długo przedsiębiorca nie będzie chętny do tego, żeby prowadzić działalność w tym zakresie. W tej kwestii niezbędne zdają się być nowelizacje prawa finansowego. W obecnych warunkach bardziej korzystnym rozwiązaniem dla przedsiębiorców jest "zakup zużytych maszyn z demobilu i sprowadzenie ich z pobliskich krajów, a nawet ze wschodu", niż podjęcie wysiłku dla zaadoptowanie we własnej firmie polskiej myśli technicznej.

Obok braku powiązań sieciowych między łódzkimi przedsiębiorstwami oraz trudności w przepływie informacji między jednostkami naukowymi i biznesowymi, T.Markowski zwrócił uwagę na niezmiernie istotną niedogodność w kreowaniu regionalnej myśli innowacyjnej. W województwie łódzkim, ale również w całej polskiej nauce, brak jest dopasowania do realnych zapotrzebowań rynkowych. Świat akademicki jest odizolowany i w swojej działalności nie nawiązuje do praktycznych zastosowań przekazywanych treści. "My nie możemy zatrudnić dobrego praktyka, który może sprzedać użyteczną wiedzę. wygodniej jest te dwa światy rozdzielić". Dlatego dla rozwiązania wielu problemów natury systemowej, konieczne są strukturalne modyfikacje na uczelniach wyższych, jako jednostkach naukowych, stymulujących rozwój wiedzy w regionie. O głębokim rozdarciu między światem zapotrzebowań rynkowych a programem edukacyjnym placówek akademickich może świadczyć także powolna reakcja tego drugiego podmiotu na zmiany gospodarczo- społeczne zachodzące w regionie. Efektem takiego stanu rzeczy jest dzisiaj brak lokalnych kadr pracowniczych niezbędnych do obstawiania nowopowstających inwestycji infrastrukturalnych i logistycznych na terenie województwa, a kapitał regionalny trafia w ręce jednostek zewnętrznych. "Plany budowy autostrad, mnie jako wiceprezydentowi miasta w początkach lat 90 były znane. Rok temu (dopiero) ruszył kierunek logistyka na Politechnice Łódzkiej oraz w szkole prywatnej" (E.Hibner).

Uwzględniając specyfikę akademickiej edukacji, należy przyznać, iż wiele z regionalnych ośrodków naukowych cieszy się dużym uznaniem zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Potencjał 25 uczelni wyższych, na których kształci się ponad 100 tys. studentów to naturalny partner dla lokalnej przedsiębiorczości. To także zasób pozwalający stworzyć z Łodzi jedno z największych centrów akademickich w tej części Europy i świata. Aby tego dokonać, trzeba spełnić jednak jeden konieczny warunek. Dla zajęcia zaszczytnego miejsca na Europejskiej mapie ośrodków uczelnianych potrzeba zinternacjonalizować program kształcenia. Pierwszym etapem tego procesu jest wprowadzenie obcojęzycznych programów nauczania. "Chińczycy, Hindusi, Arabowie, Egipcjanie, Turcy chcą się u nas uczyć, ale po angielsku; cale studia a nie tylko wybrane ścieżki czy przedmioty". Zdaniem Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, naszym niezaprzeczalnym atutem jest jakość nauczania i konkurencyjna jego cena. Obiektywnie należy stwierdzić, że osiągnięcie prestiżowej pozycji na arenie międzynarodowej wymagać będzie od lokalnego świata nauki nie lada wysiłku i poważnych zmian w szerokim zakresie tego słowa. Jest to jednak wysiłek warty podjęcia, gdyż wypromowanie regionu jako centrum kształcenia i rozwoju nauki stanowi potężny magnez przyciągający potencjalnych inwestorów, a w następstwie budujący standard życia mieszkańców.

Pierwsze syndromy otwierania się łódzkiej nauki na świat zauważalne są na Politechnice Łódzkiej, gdzie ponad 800 studentów kształci się całkowicie w językach obcych (angielski, francuski). Jak twierdzi Dyrektor Centrum Kształcenia Międzynarodowego PŁ Tomasz Saryusz- Wolski, efekty tych działań są wręcz namacalne. Absolwenci kierunków obcojęzycznych znajdują zatrudnienie w najlepszych przedsiębiorstwach tak polskich, jak i międzynarodowych koncernach. Niestety, większość tych ludzi nie trafia do pracy w regionie łódzkim. Pojawia się zatem pytanie, czy wysoki poziom kształcenia na regionalnych uczelniach, nie jest działaniem szkodliwym dla województwa, skoro ma charakter czysto eksportowy. Powstaje obawa, że niedopasowanie profilu edukacyjnego do potrzeb lokalnego rynku, pomimo, iż poziom nauki jest bardzo wysoki, będzie stał w sprzeczności z priorytetem rozwoju lokalnego. Według prognoz przytaczanych przez prelegenta, istnieje realne zagrożenie, że "ta część Europy będzie kształcić na poziomie tylko pierwszego cyklu studiów, a nie poziomie cyklu drugiego i trzeciego, . gdyż będzie wchłaniać głównie absolwentów cyklu pierwszego". Rozwiązaniem tego problemu, z korzyścią dla regionu, mogłoby być stworzenie w Łódzkiem poważanego w Europie centrum akademickiego. Najlepszymi ambasadorami naszej nauki są absolwenci lokalnych uczelni, którzy odnoszą sukcesy na rynku międzynarodowym. Należy zatem po pierwsze zmodyfikować system kształcenia, aby świeżo wykwalifikowani specjaliści chcieli pozostawać na regionalnym rynku pracy, po drugie, co równie ważne, uczynić w sposób świadomy z nauki łódzką usługę eksportową. Wówczas, odpływ lokalnych absolwentów będzie równoważony systematycznym przypływem kolejnych rzeszy studentów. Rachunek ekonomiczny wyjdzie "in plus". Należy liczyć także, iż w najbliższych latach nastąpi oczekiwany rozwój gospodarki regionalnej, co także pozwoli zatrzymać w regionie wybitnych specjalistów wychodzących z murów miejscowych uczelni.

Według M.Seweryńskiego, w Polsce dostępne będą w latach 2007- 2013 ogromne środki finansowe (960 mln ?) na rozwój kapitału ludzkiego. W ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki wspierane będą wszelkie inicjatywy uruchamiania nowych, jak i rozwijania niedostatecznie rozwiniętych, a już istniejących kierunków kształcenia na uczelniach wyższych, które warunkują rozwój gospodarczy i cywilizacyjny. Szczególnie preferowane w tym aspekcie będą kierunki nauk ścisłych (tj. technicznych, technologicznych, informatycznych, biomedycznych) oraz języków obcych. Znajdują się one w kategorii tak zwanego kształcenia zamawianego, które jest elementem rządowego programu rozwojowego. Projekty uwzględniające powyższe kierunki działań będą miały pierwszeństwo w ubieganiu się o dotacje finansowe z funduszy unijnych. Uwzględniając potencjał naukowy łódzkiego ośrodka akademickiego warto postarać się o czynne uczestniczenie regionu w procesie modernizacji i restrukturyzacji szkolnictwa, a tym samym o partycypowanie naszego regionu we wsparciu materialnym. Zdaniem ministra, czynnym aktorem w tej dziedzinie powinno być także miasto, które poprzez fundowanie stypendiów doktoranckich może przyczynić się do wykształcenia przyszłych kadr dbających o interesy regionu.

Obok zmian na poziomie szkolnictwa wyższego konieczne są także zmiany w zakresie doskonalenia zawodowego osób, które nie są w stanie kontynuować nauki na poziomie powyżej średniego. Zdaniem Dyrektora Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego [NAZWISKO] istniej potrzeba zasadniczej rekonstrukcji szkolnictwa zawodowego, w takim kierunku, aby można było obok wiedzy ogólnej osiągać kwalifikacje specjalistyczne, na które jest zapotrzebowanie na rynku pracy. Niezbędne w tym zakresie zdaje się odejście od kształcenia monozawodowego. Zdaniem cytowanego prelegenta, wiedza powinna być podawana w krótkich cyklach edukacyjnych i z uwzględnieniem wachlarz nowych specjalizacji. Pojawia się także i na tym poziomie problem dopasowania sytemu kształcenia do realnych potrzeb rynkowych. Proponowane przez dyrektora Centrum rozwiązanie zakłada stworzenie dwupoziomowego systemu kształcenia zawodowego: pierwszy dostarczający ogólnoteoretycznych podstaw zawodowych, które są względnie stabilne i nie ulegają zasadniczym zmianom wraz z rozwojem technologicznym, oraz drugi, który zawiera się w krótkich cyklach tematycznych i dostarcza specjalistycznych kwalifikacji, na które jest zapotrzebowanie wśród lokalnych pracodawców. Takie podejście spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem E.Hibner, według której nie ma potrzeby ponoszenia dodatkowych kosztów dla dostarczenia zagranicznym koncernom jeszcze tańszej siły roboczej. Przy dobrze ugruntowanej wiedzy na poziomie ogólnym, przyszkolenie pracownika do wykonywania wewnętrznych procedur zakładowych wiąże się z wysłaniem go na krótki kurs przygotowawczy, którego koszty może ponieść pracodawca. Nie musi za to płacić polski podatnik. Co więcej, kwestia szybkiego reagowania w systemie kształcenia na zmiany na rynku pracy powinna być udziałem zarówno placówek edukacyjnych jak i pracodawców, którzy najlepiej znają swoje potrzeby. Kooperacja w tym zakresie powinna mieć zdaniem byłej wiceprezydent oddźwięk również finansowy.

Zdaniem Dyrektor Łódzkiej Izby Przemysłowo- Handlowej, Hanny Zdanowskiej, szansą na zapewnienie zawodowych kwalifikacji dla młodzieży o najmniejszych możliwościach edukacyjnych jest prowadzenie kursów współfinansowanych z Europejskiego Funduszu Społecznego. Warto również, jej zdaniem nawiązać do przedwojennej tradycji, kiedy kształceniem na tym poziomie zajmowały się izby przemysłowo- handlowe. Dziś w oparciu o fundusze strukturalne istnieje szeroka gama możliwości realizacji zadań edukacyjnych wśród najbardziej potrzebujących klas społecznych. Trzeba jednak mądrze rozdysponowywać dostępne wsparcie, aby wdrażane programy miały rzeczywiste przełożenie na potrzeby społeczeństwa. Zamiast organizacji kolejnego kursu komputerowego na poziomie podstawowym, warto zastanowić się nad możliwością zapewnienia lepszej przyszłości młodemu pokoleniu głównie z patologicznych środowisk. Zdaniem E.Hibner nie ma przeszkód prawnych ani finansowych dla prowadzenia takiej działalności przez zrzeszenia przedsiębiorców. "Przeszkód prawnych nie ma, pieniądze są, potrzeba inicjatywy". Jest to projekt godny realizacji i propagowania.

 

Po drugie: inwestycje w beton.

 

Obok systemu edukacyjnego kolejnym istotnym aspektem rozwoju lokalnego województwa łódzkiego są inwestycje w infrastrukturę. Priorytetowo w tej dziedzinie mają być traktowane, w nadchodzącym okresie rozliczeniowym, wszelkie projekty badawcze kładące nacisk na rewitalizację miast. Biorąc pod uwagę stan łódzkiej zabudowy, często o walorach historycznych, warto uważniej przyjrzeć się temu problemowi. W ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Ochrona Środowiska Polska otrzyma w latach 2007- 2013 0,5mld ? na inwestycje w dziedzinie infrastruktury dla społeczeństwa informatycznego. Dobrze wykorzystana szansa może się przełożyć na atrakcyjne środowisko, o które pytają potencjalni inwestorzy. Należy pamiętać, za T.Markowskim, iż ład społeczny i zagospodarowanie przestrzenne to jawne wskaźniki stanu gospodarki regionalnej. "Jeżeli wchodzimy w estetyczną, dobrze zagospodarowaną przestrzeń, to z góry myślimy, że tam są dobrzy ludzie; w brzydkich domach mieszkają nieudacznicy, w ładnych wspaniali ludzie". Tę prostą zasadę psychologiczną powinni mieć w pamięci wszyscy Ci, którzy są odpowiedzialni za budowanie w regionie innowacyjnej gospodarki. Obok kreowania wizytówki w postaci prężnie działających uczelni, należy w niedługim czasie uporządkować stan gospodarki przestrzennej miast regionu.

Z punktu widzenia potencjału architektonicznego i dziedzictwa historycznego przewaga konkurencyjna regionu łódzkiego jest zdecydowanie niedostrzegana i niewykorzystywana. Obserwując poczynania lokalnych włodarzy, można odnieść wrażenie, iż jest ona wręcz zaprzepaszczana. Łódzka spuścizna pofabrykancka. dziś, można by rzec, już "puścizna". Podobnie jak E.Hibner, niejednokrotnie wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego wielkie pofabrykanckie nieużytki pozostają w rękach ministerstwa skarbu, wojewody, syndyków i likwidatorów? Dlaczego procedury likwidacyjne są tak długotrwałe? W końcu, dlaczego samorządy, które mają pomysł jak je zagospodarować, nie mają do tego majątku dostępu? W ten sposób lokalne dziedzictwo historyczne, którego nie można wpisać na listę UNESCO, na które nie można pozyskać funduszy pozwalających na utrzymanie go w przyzwoitym stanie, niszczeje na oczach kolejnych pokoleń łodzian. Najbardziej bolesne jest jednak to, iż nie można również liczyć na procedury uprawniające do własności zaniedbywanych obiektów. Potrzebne jest zatem innowacyjne podejście do zagospodarowania bezcennej spuścizny architektonicznej. Pocieszający jest fakt, iż w ostatnim czasie zauważalne są pewne pozytywne zmiany w tym kierunku. Zaadoptowanie niszczejącego kompleksu fabrycznego Izraela Poznańskiego pod centrum handlowo- usługowe, czy drugiego wielkiego ośrodka przemysłowego- fabryki Karola Scheiblera na funkcję mieszkaniową, to optymistyczne zwiastuny kreatywnego wykorzystania charakterystycznych dla miasta pokładów architektonicznych.

 

Kulejący marketing regionalny

 

Region łódzki dysponuje zatem jak widać również bogatym potencjałem obiektów turystycznych. Lokalne dziedzictwo o charakterze historycznym jest doceniane przez zagranicznych gości, choć zwracają oni uwagę na fatalny stan informacji turystycznej i zaplecza usługowego, jakie winno towarzyszyć tego typu atrakcjom. "Amerykanin, który ogląda Tum jest poruszony, tak jak wtedy, gdy widzi po raz pierwszy piramidy egipskie. budowla, która powstała 1000 lat temu, miejsce, w którym było osadnictwo kilka tysięcy lat wstecz, w którym są ślady kolejnych epok architektonicznych, to jest dla niego coś niewiarygodnego. Spróbujcie Państwo jednak do Tumu dojechać, zdobyć folder, obejrzeć film, kupić pamiątkę".

Szansą dla regionu jest zatem zagospodarowanie przestrzeni pod kątem usług turystycznych. Należy opracować spójną i ciekawą ofertę, aby "przemysł wolnego czasu" w połączeniu z docenieniem lokalnych zasobów przyrodniczych i architektonicznych, stał się źródłem nowych miejsc pracy i zaczął "pracować na rzecz województwa".

W dzisiejszych czasach obok działań sprawczych niezmiernie istotnym w promocji regionu są zabiegi mieszczące się w kategorii marketingu regionalnego. Przy realizacji tych zadań nie do przecenienia jest znaczenie masowych nośników informacji, takich jak: telewizja czy Internet. Biorąc pod uwagę powszechność pierwszego z wymienionych mass-mediów, warto poważnie rozważyć potrzebę powołania do życia prawdziwej telewizji regionalnej. Skuteczność takiego rozwiązania sprawdziła już Hiszpania, która wykorzystując środki masowego przekazu docierała z regionalną ofertą programową do potencjalnych beneficjentów unijnego wsparcia. Szczególnie uzasadnione jest zastosowanie takiego mechanizmu na terenie rolniczego województwa łódzkiego. Jest to najprostszy i najskuteczniejszy sposób mobilizowania ludzi do odkrywania istniejących zasobów oraz zachęcania do wykorzystywania istniejącej szansy. Ponieważ telewizja jest bardzo rozpowszechnionym medium na terenach pozamiejskich, jest także dobrą drogę edukowania społeczności lokalnych pod kątem korzystania z "cywilizacyjnego skoku". Aby mechanizm ten był jednak skuteczny, zdaniem E.Hibner, muszą być zachowane pewne standardy organizacyjne. Telewizja regionalna powinna mieć charakter niekomercyjny, z zakazem emitowania "byle jakich reklam", w miejsce których należałoby wprowadzić spoty reklamowe programów unijnych i realizowanych projektów. Rozwiązanie takie jest możliwe do urzeczywistnienia, gdyż każdy projekt zawiera w sobie komponent "promocja" wraz z funduszami przeznaczonymi na ten cel. Telewizja regionalna powinna być głównym kanałem informacyjnym "indoktrynującym społeczności lokalne" w duchu szans i udanych przedsięwzięć oraz prezentującym doświadczenia tych, którzy kilkanaście lat temu stali przed podobną szansą, jaką Polska ma przed sobą dzisiaj. Dystansować powinna się natomiast od centralnej polityki i ogólnopolskich afer z udziałem przedstawicieli życia publicznego ("Zakaz straszenia odbiorców tej telewizji").

 

Lekcja europejskich standardów politycznych

 

Niezmierni istną sprawą dla województwa jest także aktywne uczestnictwo kompetentnych przedstawicieli regionu na europejskiej scenie politycznej. Jak twierdzi poseł do Parlamenty Europejskiego, Bogdan Golik, należy regularnie przeprowadzać audyt osiągnięć Regionalnego Biura Województwa Łódzkiego w Brukseli, aby dostosowywać działalność tej placówki do bieżących potrzeb lokalnych. Zdaniem prelegenta wzorem do naśladowania w kwestii funkcjonowania brukselskich przedstawicielstw regionalnych są strategie przyjęte przez państwa takie jak Węgry czy Niemcy. Warto opierać działalność tych jednostek na szerszym fundamencie, niż tylko Urzędy: Marszałkowski i Wojewódzki. Istniej szerokie grono organizacji, które są chętne dołożyć swój wkład dla promocji regionu w strukturach europejskich; wystarczy wymienić tutaj: instytuty naukowe, uczelnie, samorządy gospodarcze. Jednym z zasadniczych błędów popełnianych przez nasze biuro jest skupienie uwagi głównie na stolicy regionu, podczas gdy w województwie dysonujemy wieloma cennymi i godnymi wypromowania jednostkami miejskimi. Warto, aby pracę przedstawicielstwa regionalnego w Brukseli wesprzeć udziałem pozostałych powiatów województwa, a przy tym wszystkim skorzystać z pomocy posłów do Parlamentu Europejskiego pochodzących z tego obszaru.

Ważnym jest, aby w strukturach unijnych umieć współdziałać dla osiągnięcia wspólnego interesu. Bardzo istotną lekcją, jaką Polska ma do odrobienia w ramach praktyk członkowskich, jest lekcja organizacji lobbingowych. W Parlamencie Europejskim działa, zdaniem B.Golika, 15 tys. lobbystów zrzeszonych w 3 tys. organizacji. Ze strony polskiej funkcjonuje zaledwie jedna konfederacja pracodawców prywatnych. Najwyższy czas, aby w ramach polskiej racji stanu podjąć stosowne mechanizmy wywierania wpływu na ośrodki decyzyjne w ramach struktur Unii Europejskiej. Nauki w tej kwestii możemy pobierać od Niemców, ale także od Hiszpanów, którzy wkraczając na europejski rynek dysponowali siecią dobrze zorganizowanych firm lobbingowych. Dzięki temu w ciągu 20 lat zaabsorbowali przeszło 100 miliardów Euro, które przełożyły się dodatnio na standard życia w tym kraju.

 

Nieufny Polak, stratny Polak

 

Aby skutecznie rywalizować na rynku unijnym i konsekwentnie postępować w europejskiej scenie politycznej, niezbędna jest umiejętność współpracy ponad podziałami. Taka kooperacja lokalnych i krajowych partnerów jest możliwa jedynie w klimacie wzajemnego zaufania. Jak zauważyła w swoim przemówieniu prof. Lena Kolarska- Bobińska, Polacy obok Greków są narodem (spośród członków UE) o najniższym względem siebie i instytucji stopniu zaufania. Początki członkostwa we Wspólnocie Europejskiej są dobrą okazją do wyrabiania w polskim społeczeństwie tej umiejętności. Jej brak uniemożliwia skuteczną współpracę, a to z kolei negatywnie wpływa na wykorzystanie funduszy, jakie napływać będą do Polski w najbliższych latach.

Umiejętność współdziałania na gruncie lokalnym, w klimacie zaufania i w oparciu o tradycję, jest także elementem niezbędnym dla zbudowania w Łódzkiem silnej konkurencji w stosunku do innych wiodących w kraju ośrodków rozwoju przedsiębiorczości. Zdaniem prof. T.Markowskiego, kierownika Katedry Zarządzania Miastem i Regionem na Uniwersytecie Łódzkim, uwzględniając atmosferę w lokalnym środowisku, jest to zadanie niezmiernie trudne, choć nie niewykonalne. Szansą i koniecznością zdaje się być w naszej sytuacji uświadomienie sobie, iż czynnikiem katalizującym, tworzącym sieć, mogą być władze samorządowe silne, sprawne, rozumiejące potrzeby i znające możliwości reagowania na nie. W społeczności o zatomizowanych strukturach, z przewaga małych firm, szansa na rozwój tkwi właśnie w umiejętnym zorganizowaniu lokalnych zasobów. Łódź i region stoją na progu XXI wieku przed dużą szansą na odrodzenie swojego znaczenia na arenie krajowej i międzynarodowej. "Łódź leży w środku Polski, przy największym skrzyżowaniu w centrum kraju. To są niezaprzeczalne atuty, które już są dyskontowane przez napływający kapitał; to jest znak zrozumienia, że istnieje tutaj bardzo znaczący potencjał". Obok podkreślanej wielokrotnie szansy na rozwój sektora logistycznego, Łódzkie ma również wszelkie podstawy ku temu, by stać się centrum myśli rozwojowej i innowacyjnej. Lokalizacja po środku układu wiodących ośrodków innowacyjnych w kraju (Warszawa, Poznań, Wrocław, Katowice, Kraków) daje szanse na wykreowanie w stolicy regionu głównego centrum konferencyjnego i dyskusyjnego. Uwzględniając przy tym wszystkim duży potencjał naukowy regionu, można realnie podchodzić do tego pomysłu. "Szansą dla Polski jest stworzenie centralnego układu gospodarki innowacyjnej w oparciu o największe metropolie. w środku jest Łódź, miasto, które może być czynnikiem katalizującym, poprzez który będą przepływać wszelkie strumienie innowacji, to tu powinno być centrum spotkań, rodzenia się różnych myśli.".

Jak twierdzi cytowany prelegent, powodzenie działań rozwojowych regionu i kraju nie zależy jedynie od oddolnych działa podejmowanych na poziomie samorządów lokalnych. Dla Łodzi i innych miast istniej konieczność wpisania się w ogólnonarodową strategię rozwoju, wizję wielkoprzestrzenną, stworzoną w myśl narodowego interesu, opartą o dobrze zbudowaną i kompleksową koncepcję przestrzennego zagospodarowania kraju. Jest to bardzo istotny argument w kontekście pozyskiwania środków finansowych z Unii Europejskiej, gdzie duży nacisk kładzie się na sprawy kohezji terytorialnej. Niestety, takiej wizji w Polsce nie ma, a politycy krajowi są małostkowi i nie potrafią działać na rzecz ogólnopolskiego interesu. W efekcie nie istnieje spójna koncepcja rozwojowa kraju. Ma to negatywny wpływ na regionalny system rozwojowy i innowacyjny.

 

Samorząd gospodarczy

 

Zdaniem posła B.Golika, który przez kilka lat związany był ze światem polskich izb przemysłowo- handlowych, w Polsce konieczna jest także zmiana ustawy o samorządzie gospodarczym. Wprowadzenie rozwiązań na wzór niemiecki czy francuski, byłoby zgodne z interesami świata przedsiębiorców gdyż ułatwiłoby wiele procedur biurokratycznych. Izby przemysłowo- handlowe zorganizowane według nowego modelu stanowiłyby także ważne ośrodki szkoleniowe i edukacyjne, które wspomagałyby publiczny system kształcenia (potrzeby zmian w tym zakresie były zgłaszane parokrotnie przez uczestników forum dyskusyjnego konferencji). Zdaniem H.Zdanowskiej, we współczesnej Polsce przemysł i nauka poszły dwóch różnych kierunkach, co rodzi niedopasowanie profili kształcenia do aktualnych wymogów rynkowych. We Francji problem ten jest redukowany przez działalność obligatoryjnego samorządu gospodarczego w postaci silnych i opiniotwórczych izb przemysłowo- handlowych. Na podstawie wyników osiąganych przez placówki naukowe, decydują one między innymi o możliwości pozyskania przez uczelnie dofinansowania. Co jednak najważniejsze, to fakt, iż tak funkcjonujące izby stanowią skuteczny organ pośredniczący między światem nauki i biznesu oraz podstawę współpracy obu determinantów rozwojowych.

Warto zatem zastanowić się nad poszerzeniem kompetencji organów już działających w ramach polskich uwarunkowań gospodarczych, które stanowiłyby czynnik wspomagający trend rozwojowy krajowej gospodarki. Ważnym jest, aby podejmować działania stymulujące dobrze prosperujące obszary do osiągania jeszcze lepszych wskaźników rozwojowych. Polska powinna czerpać z doświadczeń swoich partnerów ze Wspólnoty i w miarę możliwości i zapotrzebowania adoptować je na swój lokalny grunt.

 

Szukając belki we własnym oku.

 

Na zakończenie powyższych rozważań na temat perspektyw rozwojowych regionu łódzkiego należy zastanowić się jeszcze nad błędami, które popełniane są przez lokalnych decydentów, a które skutkują obniżeniem szans na oczekiwany boom gospodarczy. Pierwszym argumentem, jaki nasuwa się po uczestnictwie w omawianej konferencji jest brak zaangażowania władz i przedstawicieli lokalnych w oddolne inicjatywy promocji regionu. "Nawet bardzo ciekawa konferencja nie gromadzi tutaj tych przedstawicieli województwa, którzy powinni tu być i brać udział w debacie".

Po drugie tym, co jest niebezpieczne w przyjętej strategii promocji regionu jest argument cenowej konkurencyjności województwa. Niskie płace, które są prezentowane jako element przyciągający zagranicznych inwestorów negatywnie świadczy o stopniu rozwoju gospodarki, o poziomie innowacyjności produkcji, a także pośrednio o umiejętności wykorzystania potencjału młodych, wykształconych ludzi, którzy opuszczają mury łódzkich uczelni. Można zatem hasłowo ująć problem, iż to co jest wymieniane jako plus regionu, w rzeczywistości jest bardzo dużym "plusem ujemnym". Ważnym jest, aby w kontekście szansy unijnej zmienić mentalność i sposób widzenia perspektyw rozwojowych województwa łódzkiego. Istnieje bowiem poważne zagrożenie, iż w przeciągu kilku lat pozostaniemy jednym z nielicznych regionów, którego konkurencyjność okupowana będzie niskim standardem życia miejscowej ludności.

Kolejnym, prawdopodobnie najistotniejszym w długiej perspektywie czasowej argumentem na niekorzyść regionu jest brak spójnej, konsekwentnie realizowanej strategii rozwojowej. Trzeba jednak zaznaczyć, iż zasadnicze błędy zostały popełnione już na początku lat 90. Zdaniem posłanki z regionu łódzkiego, Łódź poszła wówczas inną drogą, niż największe miasta w kraju. Nie skomunalizowano majątku porzuconego przez dawnych właścicieli prywatnych, w warunkach łódzkich często pochodzenia niemieckiego i żydowskiego, co również zahamowało przygotowanie planu zagospodarowania przestrzennego dla miasta. Obecnie obejmuje on swoim zasięgiem około 10% obszaru stolicy regionu, co jest fundamentalną przyczyną blokującą rozwój miasta. Dodatkowo, zmieniające się w sekwencji wyborczej władze lokalne nie zachowywały konsekwentnie ciągłości realizowanego programu modernizacji i rozwoju regionu. Jak zauważa posłanka ziemi łódzkiej do parlamentu krajowego, większość opublikowanych przez nią 15 lat temu postulatów na temat szans województwa jest wciąż aktualna w dzisiejszych czasach, gdyż nie doczekała się realizacji w latach, które większość wiodących regionów wykorzystała na rozwój i podnoszenie konkurencyjności lokalnego sektora przedsiębiorczości i usług.

Należy także wspomnieć o istotnym argumencie przytoczonym przez cytowaną prelegentkę. Problem, o którym już wspominałem w kontekście polskiego członkostwa w Unii Europejskiej jest także aktualny na polskim podwórku parlamentarnym. Województwo łódzkie nie dysponuje rozbudowanym mechanizmem lobbingowym, który mógłby być pomocnym w podnoszeniu szans regionu na arenie krajowej. Pierwsze symptomy aktywności lokalnych władz samorządowych pojawiły się dopiero w połowie minionej kadencji samorządu. Należy brać przykład z wiodących regionów Polski i podejmować działania interwencyjne na rzecz lokalnych projektów rozwojowych. "Dzięki takim działaniom cokolwiek władzy samorządowej daje się załatwić. Pracując w parlamencie od 15 lat widziałam nieustanną lawinę korespondencji ze wszystkich regionów. słabo widziałam z Łodzi. pierwszą władzą, która przychodzi z jakimikolwiek projektami jest w-ce prezydent Tomaszewski; to jest pierwszy samorządowiec, który rozsyła oczekiwania wobec budżetu i projekty".

Na koniec warto przytoczyć głos środowiska działaczy społecznych. Łódź ze względu na specyficzny charakter miasta i województwa przyciąga wiele środowisk, które podejmują się działalności pomocowej dla spauperyzowanej części społeczności oraz zadań promujących historyczne aspekty regionu. Jest to potężny potencjał, który zgłasza gotowość do współpracy ze organami decyzyjnymi w celach podnoszenia standardów życia i kreowania wizerunku miasta na forum krajowym i międzynarodowym. Niestety jest to grupa niedostrzegana przez samorządowców i odosobniona w swoich poczynaniach. Po raz kolejny ujawnia się zatem konieczność edukowania środowiska lokalnego w duchu współpracy dla wspólnego celu.

 

Podsumowanie

 

Członkostwo Polski w strukturach Unii Europejskiej jest szansą dla regionu łódzkiego na zmianę toru rozwojowego, albo wręcz wstąpienie na ścieżkę perspektywistycznego kreowania własnej przyszłości i pozycji w kraju i na świecie. Aby wykorzystać nadarzającą się okazję, należy położyć nacisk na budowanie miejsc pracy nowej generacji. Nie można bowiem mówić o rozwoju bez inwestycji w innowacje, bez wprowadzania usług i produkcji, które powodują wzrost wartości dodanej. To wszystko jest jednak ściśle skorelowane z potencjałem naukowo- badawczym, którego poziom determinuje w dużym stopniu dalsze szanse rozwojowe. Trafne zidentyfikowanie potrzeb regionu i dobre wyszkolenie kadr w tym obszarze daje potężne narzędzie osiągania wysokiego poziomu rozwoju. Projektowanie strategiczne wymaga precyzji, konsekwencji i rozeznania na rynku lokalnych potrzeb, aby w efekcie stworzyć plan, który oddali od regionu widmo degradacji do poziomu zaplecza produkcyjnego Europy, bez wkładu w jej poziom technologiczny i intelektualny.

Potrzeba regionalnym włodarzom także odwagi w podejmowaniu działań i umiejętnego sięgania po "kawior rozstawiony na szwedzkim stole Wspólnoty Europejskiej". Dlatego koniecznym jest odpowiedni dobór kadry, która zapewni województwu optymalne wykorzystanie dostępnych zasobów.

Tym, co jest największą przeszkodą w regionie łódzkim, to brak umiejętności współpracy ponad podziałami dla wspólnego dobra. Elementem, który pojawiał się w wypowiedziach niemalże wszystkich prelegentów było przekonanie, iż "brakuje nam pomysłu, jak się dogadać". Trzeba również nauczyć się jak czerpać z doświadczeń tych, którzy potrafili przed nami wykorzystać swoje "pięć minut" oraz jak przenieść wzorcowe rozwiązanie na grunt lokalny z wykorzystaniem pokaźnego potencjału jakim dysponujemy. W wielu obszarach tematycznych potrzeba dzisiaj elastyczności myślenia i otwartości na innowacyjne w kontekście lokalnym rozwiązania. Należy wykorzystywać wszelkie dostępne możliwości technologiczne, aby docierać do jak najszerszych mas z programem rozwoju i innowacyjności oraz promocji lokalnych atutów. Debaty o charakterze akademickim nad przyszłością regionu powinny przerodzić się w dobrze rozplanowane i systematyczne działania praktyczne, które w sposób bezpośredni ukierunkowane będą na rozwiązywanie konkretnych problemów projekcyjno- wdrożeniowych. Należy wykorzystywać działalność lobbingową jako mechanizm realizacji lokalnej racji stanu. Nie wolno zaprzepaszczać naszych największych atutów z powodu opieszałości i braku percepcyjnych działań lokalnych decydentów. Silne sprawne i mocne instytucje są niezbędne do wykorzystania unijnego kapitału. Jeżeli natomiast my, jako mieszkańcy Łodzi "nie nauczymy się dopominać o swoje, cenić swojego i współpracować, to żadne miliardy z Unii Europejskiej nam nie pomogą".

 

Copyright © by Łukasz Krawczyk 2000-2007. Wszelkie prawa zastrzezone.